Showing posts with label duchowość ignacjańska. Show all posts
Showing posts with label duchowość ignacjańska. Show all posts

Friday, June 29, 2012

Umiejętność rozeznawania duchowego

Przyjmując zatem, że w szerszej perspektywie wolę Bożą wyznaczają wiara, nadzieja i miłość, a szczegóły musimy dopracować wspólnie z Bogiem, bardzo przydatna staje się umiejętność rozeznawania duchowego. Poniżej w dwunastu punktach przedstawiam własne, współczesne ujęcie ponadczasowej mądrości Ignacego Loyoli, które jest rezultatem lektury fragmentów dotyczących rozeznawania duchów w Ćwiczeniach duchownych, listach i innych pismach świętego.
1. Ufajmy sprawom codziennym, zwykłym, powszechnym. Żyjmy chwilą obecną. Zdarza się, że ludzie żyją nieuleczoną przeszłością lub nieznaną przyszłością, chociaż Boga mogą odnaleźć blisko siebie, tu i teraz. Dobry duch nakłania nas, abyśmy postrzegali codzienne sprawy takimi, jakie one są, a nie takimi, jakie chcielibyśmy je widzieć, i abyśmy rozeznawali w nich obecność Boga. Często szukamy Go w rzeczach spektakularnych i niezwykłych, a tymczasem On daje się odnaleźć w chwilach pospolitych i spokojnych; przychodzi do nas, kiedy jesteśmy ubodzy, nadzy, w więzieniu, głodni i spragnieni. Wystrzegajmy się fałszywego pocieszenia. "Dobre może być wrogiem lepszego". Jesteśmy atakowani w najczulsze miejsca, a jednocześnie wabią nas współczesne używki (narkotyki, alkohol, seks, praca, hazard, technika, konsumpcja), które nigdy nie usuwają bólu istnienia, a jedynie na pewien czas ukrywają jego efekty.
2. Nie podejmujmy decyzji, kiedy jesteśmy przygnębieni. Poczekajmy, aż kryzys minie. Czasami najgorszych wyborów dokonujemy, kiedy znajdujemy się pod presją. Zawsze lepiej przeczekać najgorsze, aby potem, w bardziej sprzyjających warunkach, rozważyć wszystkie opcje.
3. Bądźmy nieufni wobec spraw "pilnych". Czasami trzeba szybko podjąć ważną decyzję. Jeżeli uda nam się zyskać choć odrobinę czasu, zawsze łatwiej nam będzie opracować najlepszy plan działania. Dobry duch pomaga zachować odpowiedni dystans i ustalić priorytety. Szczególną czujność powinniśmy wykazać w sytuacjach, kiedy podejmujemy życiową decyzję sprzeczną z innymi, równie ważnymi wyborami, których dokonaliśmy w okresie pocieszenia i spokoju.
4. Zachowujmy pokorę, która pozwoli nam korzystać z mądrych rad. Ludzie nie mają być samotnymi "skałami i wyspami". Mądrość krewnych, zaufanych przyjaciół, Kościoła, a czasami profesjonalistów jest nam potrzebna, ponieważ pomaga ze świadomym sumieniem podejmować najlepsze decyzje przed Bogiem. Pamiętajmy, że w słowie "posłuszeństwo" zawiera się odniesienie do "słuchania". Jeżeli chcemy być posłuszni Bogu sprawującemu władzę w naszym świecie i w naszym życiu, musimy nauczyć się, jak być dobrymi słuchaczami, ponieważ wierzymy, że Bóg nas słucha i wysłuchuje.
5. Dobry i zły duch zawsze działają zgodnie z pewnymi schematami. Czasami wydaje się nam, że "coś się wzięło z niczego". I czasami rzeczywiście tak jest, ale w większości przypadków dobre i złe rzeczy, które przydarzają się człowiekowi, mają własną historię i kontekst. Musimy ćwiczyć się w rozpoznawaniu znaków zarówno jednego, jak i drugiego. Musimy doskonalić się w dobrych sprawach i rozpoznawać puste obietnice złego ducha, który prowadzi nas w ślepy zaułek. Codzienny rachunek sumienia pomaga dostrzegać schemat działania Ducha Świętego.
6. Jedno z najlepszych podsumowań zasad działania dobrego i złego ducha zawarte jest w książce australijskiego jezuity Patricka O'Sullivana, Prayer and Relationship: Staying Connected. An Ignatian Perspective [Modlitwa a relacje: Pozostając w kontakcie. Perspektywa ignacjańska]. Autor podaje opisy cech dobrego i złego ducha:
 Znaki działania złego ducha  Znaki działania dobrego ducha
Utrata poczucia własnej wartości. Jesteśmy przygnębieni i myślimy (a nawet mówimy) o sobie rzeczy, których nigdy nie powiedzielibyśmy o innych.
Czujemy, jaka jest nasza prawdziwa wartość, wraca pewność siebie.
 Nadzieja umiera, jej światło gaśnie. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w pułapce; że nie mamy dokąd pójść; że kręcimy się w kółko, lub że wpadliśmy do głębokiego, ciemnego dołu.  Nadzieja ożywa, wierzymy, że Jezus jest przy nas bez względu na wszystko. Pojawia się autentyczne wrażenie ruchu. "Nie musi tak być. Chcę i mogę coś z tym zrobić". Spada z nas jakiś ciężar, czujemy
 Pojawia się uporczywe uczucie przygniatającego ciężaru, mamy wrażenie, że coś nas przytłacza. Popadamy w cynizm (w nikim nie widzimy nic dobrego) lub użalamy się nad sobą.  Spada z nas jakiś ciężar, czujemy się lżejsi, wyzwoleni. Okazujemy więcej współczucia i wrażliwości na potrzeby innych.
 Nieustanne pytania i wątpliwości wywołują niepokój i prowadzą do zamętu. Bez przerwy rozmyślamy nad pojedynczymi zdarzeniami lub poświęcamy całą uwagę na rozwiązanie jednego problemu, a ostatecznie rozdrabniamy się i mamy znacznie mniej energii, niż kiedy zaczynaliśmy.  Pytania, którym towarzyszy poczucie jasności i brak wątpliwości. Powierzamy troski Jezusowi, a uwagę skupiamy nie tyle na naszej sprawie, co na relacji z Nim.
 Łatwo dajemy się wplątać w negatywne interakcje z innymi, które przekształcają się we wzajemne obwinianie i znajdują wyraz w postawie "ja mam rację, ty się mylisz". "Część ludzi nosi w sercach zwłoki dawnych związków, są oni uzależnieni od zranień, które mają potwierdzać ich tożsamość".  Koniecznie trzeba założyć, że każdy dobry chrześcijanin skłonny jest raczej pozytywnie interpretować twierdzenia innych ludzi niż potępiać je jako fałsz. (Nikt nie ma monopolu na prawdę). Odrywamy się od własnych zranień i jesteśmy w stanie się modlić. "Jezu, naucz mnie być takim, jakim chcesz mnie widzieć".
Kiedy myślimy o własnych grzechach i wadach, mamy o sobie złe mniemanie i trwamy w tym przekonaniu. Świadomości grzechu zawsze towarzyszy nadzieja, która pozwala odnowić relację z Jezusem i innymi ludźmi.


Patrick O'Sullivan podsumowuje: "Metoda działania złego ducha polega na odciąganiu człowieka od związków z innymi ludźmi; metoda działania dobrego ducha polega na pogłębianiu tych związków. To, na czym koncentrujemy uwagę, nadaje barwę wszystkim obszarom życia. Jeżeli skupiamy się głównie na rzeczach negatywnych, negatywne nastawienie zyskuje na sile. Jeżeli natomiast koncentrujemy się na »łasce« (która jest życiodajna), jej działanie będzie coraz silniejsze".
Wróćmy do współczesnego ujęcia mądrości Ignacego:
7. Dobra czy też lepsza decyzja, to tylko kolejna decyzja w życiu. Zły duch zawsze będzie nas przekonywał, że znajdujemy się w pułapce, z której nie ma wyjścia. Zawsze też będzie chciał osłabić naszą pamięć, abyśmy nieustannie powtarzali destrukcyjne zachowania, które przecież nigdy nie pomagają, a jedynie prowadzą do wyobcowania i utrudniają rozwiązanie każdego problemu. Pomocne może okazać się prowadzenie dziennika, w którym z odwagą i miłosierdziem dokonujemy oceny własnego życia i powtarzających się w nim schematów. Kiedy rozeznanie ma dotyczyć istotniejszych decyzji, możemy na marginesie sporządzić listę poruszeń przemawiających za rozwiązaniem A i poruszeń przemawiających za rozwiązaniem B oraz listę poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu A i poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu B. Nie chodzi jednak o to, aby sprawdzać, która lista jest dłuższa, lecz o to, aby zwrócić uwagę, do czego skłaniają się nasze serce i głowa.
8. Dobry duch jednoczy i wyzwala. Uczy, jak ujawniać to, co skrywane w ciemności. Zły duch dzieli, izoluje i zamyka nas w naszym strachu. Kiedy jesteśmy szczerzy wobec ludzi, których kochamy i którym ufamy, możemy być pewni, że działa w nas dobry duch. Nigdy nie zrobiliśmy, nie robimy ani nie zrobimy nic, co mogłoby sprawić, że Bóg przestanie nas kochać. Nie ma takiej rzeczy, której Bóg nie mógłby wybaczyć czy uzdrowić. Najpierw jednak musimy przyznać się do tego, kim jesteśmy i co zrobiliśmy. A potem wszystko jest możliwe.
9. Duch Święty zawsze jest obecny tam, gdzie zbiera się wspólnota wierzących w Boga. We wspólnocie odkrywamy, że nie my jedni musieliśmy dokonywać danego wyboru i nie my pierwsi stajemy przed podobnym problemem.
10. Głowa musi prowadzić dialog z sercem - potrzebujemy ich obu. Ludzie wierzący uważają czasami, że wiara to wyłącznie sprawa mózgu. W teologii istnieje oczywiście szanowana tradycja intelektualna, a jasność myślenia jest bardzo ważna, ale rozum musi utrzymywać kontakt z uczuciami i instynktami. Kiedy serce i głowa działają wspólnie, istnieje większa szansa, że zaangażujemy pełnię sił tam, gdzie możemy zrobić najwięcej dobrego dla największej liczby ludzi. Głowę możemy mieć pełną marzeń, także tych dobrych. W sercu przechowujmy pragnienia. Które przetrwają? Które po pewnym czasie stracą urok? Jakie są nasze najgłębsze pragnienia?
Testem ich autentyczności mogą być miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 22). Jeżeli obecne są te znaki, można przypuszczać, że mamy do czynienia z działaniem Ducha Świętego.
11. Żadne dzieło przyczyniające się do nadejścia królestwa Bożego nie jest za małe, nieistotne czy pozbawione następstw. Czasami możemy ulec złudzeniu, że nasze stosunkowo niewielkie, codzienne przejawy uprzejmości nie mają większego znaczenia w ogólnym duchowym wymiarze. To nieprawda. Gdyby zdarzały się dni, w których byłoby więcej złych uczynków niż dobrych, na tym świecie nie dałoby się żyć. Proste i bezinteresowne przejawy dobroci mogą przejść niezauważone, ale to one zmieniają świat, ponieważ dzięki nim miłość Chrystusa wchodzi w naszą codzienność.
12. Wierność jest jednym z najwspanialszych darów Ducha Świętego. Dochowywanie wierności, kiedy trzeba stawić czoło przeciwnościom i kiedy ma się do wyboru inne alternatywy, jest heroicznym aktem miłości. To powiedziawszy, musimy podkreślić, że Pismo święte nakazuje nam "umrzeć dla siebie", a nie "zabić siebie". Nie jest, na przykład, wolą Boga, aby ktoś pozostawał w związku, w którym panuje przemoc fizyczna, emocjonalna i duchowa. Święty Ignacy zachęca, aby wyobrazić sobie, że w sprawie, którą rozeznajemy, udzielamy rady najlepszemu przyjacielowi. Co byśmy mu poradzili? Można też wyobrazić sobie, że leżymy na łożu śmierci i w myślach ponownie przyglądamy się własnemu życiu. Jakie życiowe wybory chcielibyśmy wspominać w takiej chwili? Należy mieć nadzieję, że byłyby to wybory pełne miłości, wiary i nadziei.

Sunday, June 10, 2012

450 lat Wspólnot Życia Chrześcijańskiego

Światowa Wspólnota Życia Chrześcijańskiego ma zaszczyt ogłosić Jubileuszowy Rok Łaski 450-lecia, który rozpocznie się 25 marca 2013 r. i trwał będzie do 25 marca 2014 r.

Rok 2013 upamiętniał będzie 450-lecie Ignacjańskich Wspólnot Świeckich.

W 1563 roku Jean Leunis SJ założył Prima Primaria w Kolegium Rzymskim. Stała się ona pierwszą wspólnotą, do której przyłączyło się wiele Kongregacji Mariańskich (Soldalicji Mariańskich). Rozszerzyły się one wkrótce na cały świat. Wspólnoty świeckie stały się narzędziem dla zachowania i rozprzestrzeniania charyzmatu ignacjańskiego we wszystkich obszarach życia, pełniąc rolę, która stała się szczególnie ważna w okresie kasaty Towarzystwa Jezusowego. Kongregacje miały przez wszystkie lata ogromne oddziaływanie na życie społeczne i moralne. W 1967 r. Prima Primaria przekształciła się w WŻCh i w ten sposób nadal przekazuje charyzmat ignacjański osobom świeckim.
Jubileusz jest ważnym wydarzeniem dla całej rodziny Ignacjańskiej. W szczególności upamiętniamy i świętujemy 450 lat współpracy z Towarzystwem Jezusowym oraz liczne owoce, które ta współpraca przyniosła. Aby podkreślić tę rocznicę, WŻCh będzie organizować różnego rodzaju wydarzenia (na szczeblu krajowym, regionalnym i światowym) zapraszając inne grupy ignacjańskie do włączenia się w obchody.

Postrzegamy to wydarzenie, jako wezwanie do refleksji nad rolą Świeckich Wspólnot Ignacjańskich w Kościele i na świecie.
Jubileusz ten jest wspaniałą sposobnością do:
  1. Upamiętnienia naszej historii w duchu dziękczynienia. Poznając nasze korzenie umacniamy własną tożsamość. Rozpoznajemy sposób w jaki Duch Święty prowadził nas przez wieki.
  2. Przeżywania teraźniejszości z odnowionym zapałem. Świętowanie rocznicy może stać się nowym początkiem, odświeżeniem charyzmatu WŻCh, tak, by odpowiadał on wyzwaniom dzisiejszego świata. Jest to również wielka szansa, aby zbudować mosty łączące nas z innymi wspólnotami świeckimi szerokiej rodziny ignacjańskiej.
  3. Patrzenia w przyszłość z nadzieją. Na nowo patrzymy w przyszłość WŻCh. Szukamy sposobów do dalszego umacniania członków WŻCh w zaangażowaniu w Bożą misję na świecie.
Również i Zgromadzenie Światowe, które odbywać będzie się w dniach od 30 lipca do 8 sierpnia w Libanie, zajmie się sprawami obchodów Jubileuszu sięgając pamięcią do naszych korzeni i budując fundament dla nowych wyzwań, którym stawiamy dzisiaj czoło jako Świeckie Ciało Apostolskie.

Zapraszamy Wspólnoty Narodowe WŻCh na całym świecie do włączenia się w obchody Jubileuszu w rozmaitych wymiarach.
wiecej na: http://www.wzch.org.pl/joomla/index.php?option=com_content&task=view&id=278&Itemid=109  

Monday, May 28, 2012

Medytacja03> wybór właściwego ukierunkowania swojego życia


3. Wybór właściwego ukierunkowania swojego życia

            "Doświadczenie doprowadziło go do zrozumienia, że jedne myśli czyniły go smutnym, inne zaś radosnym. I tak powoli doszedł do poznania różnicy duchów, które w nim działały - jednego szatańskiego, drugiego Bożego" (Autob.8). "Uzyskawszy niemałe światło z tego doświadczenia zaczął więcej rozmyślać o swoim przeszłym życiu i o tym, jaki wielki ciążył na nim obowiązek pokutowania za nie " (Autob.9).
            Ignacy patrzy z okna swojego pokoju, podziwia krajobraz i swoją wyobraźnią wzlatuje do utraty tego co w przeszłości: złudzeń, deprawacji, poszukiwania dyplomu, okazywania szacunku i bycia szanowanym, aparycja doskonałego żołnierza. To są wszystko ideały prowadzące do życia powierzchownego bez przyszłości.
            Ignacy całymi godzinami oddaje się lekturze i medytacjom. Sam Jezus przychodzi mu na spotkanie. On i Jego Duch przemieniają go i "spalają", pragną jego przemiany i nawrócenia na drodze "pielgrzymowania" ku nowemu. Ignacy w duchu odpowiedzialności przyjmuje te różnorodne myśli. Bierze pod uwagę zarówno te, które przynoszą strapienie jak i te, które są przyczyną radości. Rozpoczyna zgłębiać i analizować wszystkie te myśli, dokonując bilansu swojego osądu pragnień dobrych i złych.
            Konkluzja: musi pokutować. Jest człowiekiem prawym. Jego szlachetność ożywia się. Łaska Boża przemienia go i obdarowywuje go pragnieniem pojednania się z Bogiem, ludźmi i samym sobą.

Pytania dotyczące twojego życia:
1. Jak reagujesz na pojawiające się w tobie pragnienia bogacenia się, honorów i zachłannego zdobywania wiedzy? Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym?
2. Czy spostrzegłeś już w sobie istnienie dobrych pragnień, które przynoszą ci radość? Które z nich częściej powracają?
3. Czy odnajdujesz w sobie skłonności do dóbr materialnych, czy wprost zachłanność, które krępują cię wewnętrznie i powodują strapienie?
4. Czy odnajdujesz Chrystusa w swej wewnętrznej "pielgrzymce", przez rozmyślanie i "lekturę duchową" wydarzeń twego życia?

Memento

            "W każdym dobrym wyborze, jeżeli chodzi o nas samych, oko naszej intencji winno być proste /por. Mt 6,22 i Łk 11,34/, wpatrzone jedynie w cel, dla którego jestem stworzony, a mianowicie dla chwały Boga, Pana naszego, i dla zbawienia mej duszy. I dlatego cokolwiek wybieram, powinno być pomocne do tego celu, dla którego jestem stworzony. Nie trzeba bowiem podporządkowywać i naciągać celu do środków, ale środki do celu" (C.D. 169).

Słowo Boże do medytacji - Mt 4,1-11

Monday, May 14, 2012

Rachunek Sumienia z miłości - przykazanie szóste - o. Wiesław Krupiński...

Rozproszenia na modlitwie - rozważanie

Radykalizm pójścia za Chrystusem


Z pomocą przychodzi nam tu nasz Mistrz, który poucza: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (Łk 9, 23-24). Choć może o tym nie myślimy, jednak to wezwanie odnosi się w pierwszym rzędzie właśnie do modlitwy i jest rozwiązaniem jej podstawowego problemu
- rozproszeń.

Pierwszym warunkiem tego rozwiązania jest: chcieć naprawdę iść za Jezusem. Ważny jest ów radykalizm pragnienia, który odrzuca inne możliwości, gdyż dwoistość pragnień uniemożliwia spełnienie dalszych warunków. Chęć dobrej modlitwy, pozbawiona owego radykalizmu pójścia za Jezusem, szybko ustąpi wobec rozproszeń - utonie, a raczej udusi się w sprzecznościach interesów. Samo jednak nawet najradykalniejsze pragnienie nie wystarczy. Walka z rozproszeniami bowiem oznacza umieranie starego człowieka w nas, tego człowieka, który żyje dla siebie. Tu widać wyraźnie, dlaczego nie wolno podejmować tej walki wprost. Oznacza ona bowiem walkę z samym sobą, jakiś rodzaj autodestrukcji, duchowego masochizmu. Podejmuje się ją nie z własnej inicjatywy (w ten sposób jest ona nie do wygrania), ale na słowo Jezusa i pod Jego kierownictwem. A to słowo brzmi najpierw: niech się zaprze samego siebie...

Co jednak oznacza "zaprzeć się samego siebie"? Zapewne większości z nas kojarzy się z tym zwrotem jakiś nadludzki wysiłek ascetyczny. Polski źródłosłów "przeć" każe myśleć o napięciu mięśni i woli. Z pomocą jednak przychodzi oryginalny tekst Nowego Testamentu i łacińskie tłumaczenie św. Hieronima. W grece nowotestamentalnej słowo to brzmi: arnesastho, natomiast w łacińskiej Wulgacie abneget i oznacza, że trzeba sobie po prostu powiedzieć: "Nie".

Chrześcijaństwo jest bardzo proste. Z rozproszeniami nie walczy się, biorąc się z nimi za bary, przepędzając je na cztery wiatry, czerpiąc z walki jakąś satysfakcję, bo wtedy efekt końcowy nie jest niczym innym, tylko kolejnym (jeszcze gorszym, bo piętrowym) rozproszeniem. Z rozproszeniami walczy się, mówiąc im po prostu: "Nie". To wróg, którego pokonuje się, odwracając się do niego plecami, tak trochę jak Maria Magdalena przy pustym grobie odwraca się w stronę Jezusa, a Ten mówi do niej po imieniu: Mario! (por. J 20, 15-16). To jest zawsze odwracanie się od grobu starego człowieka ku Zmartwychwstałemu. Zatem mówimy rozproszeniom: "Nie" bez złości na siebie i odwracamy się do Jezusa, a On bez pretensji, żeśmy się zapatrzyli na chwilę w iluzję-pustkę i grób, z radością nas przyjmuje. To On pokonuje w nas starego człowieka, nie my sami, to On leczy nasze rany i lęki swoją miłością. To On niweczy w nas źródło rozproszeń.

W tej perspektywie nawet modlitwa pełna rozproszeń, którym konsekwentnie mówimy: "Nie", jest dobrą modlitwą, zamienia się ona bowiem w ten podstawowy akt chrześcijanina odwracania się od własnej woli i zwracania się ku woli Boga, ewangelicznego uniżania siebie, aby Jezus był we mnie wywyższony. To jeden z elementarnych aktów nawrócenia i wiary.

Owo mówienie "Nie" wydaje się proste i łatwe. Ten jednak, kto je zacznie praktykować, szybko się przekona, że w swej prostocie jest ono znacznie trudniejsze niż walka wprost. Walka wprost bowiem przynosi jakieś efekty - mniejsza o ich wątpliwą jakość - którymi możemy się przed sobą pochwalić i odczuwać satysfakcję. Owo mówienie "Nie" wprowadza nas w rodzaj bierności, który jest umieraniem naszej woli, powiązanym z napięciem i nieuchronnym pytaniem, czy otrzymamy coś w zamian. Siostra Faustyna pisze, że "Bóg by zaraz przemówił", ale nikt z nas nie uchroni się tu przed ryzykiem, przed niepewnością wobec absolutnej wolność Boga.

Owo mówienie "Nie" wiąże się zarazem z trwaniem przy słowie Boga i rzeczywistości, jaką Bóg dał mi konkretnie, a w której wyraża się Jego wola. Rzeczywistość ta zaś zawsze naznaczona jest krzyżem. Branie swego krzyża na modlitwie oznacza akceptację całej mojej rzeczywistości, a więc także mojej słabości, która na modlitwie w sposób szczególny się objawia, a ostatecznie objawia się w tym doświadczeniu, że nie umiem się modlić, a nie umiem dlatego, bo nie potrafię umierać. Tu otwiera się przestrzeń ufności i modlitewnej Paschy. Jest to wejście na drogę Paschy za Jezusem, który jest na niej jedynym, niezastąpionym przewodnikiem.

 

Otwarcie na głos Boga i powierzenie się Jego miłości


Jak widać, problem rozproszeń jest o wiele głębszy niż tylko sprawa utrzymania na wodzy wyobraźni czy umiejętność koncentracji. Sięga on samych korzeni człowieczeństwa i jego duchowego wymiaru. Naturalnie części rozproszeń można pozbyć się, stosując różne, proste metody, zalecane przez nauczycieli modlitwy, jak choćby odprawianie dłuższej modlitwy myślnej czy kontemplacyjnej rano, zanim człowieka pochłonie wir pracy i kontaktów międzyludzkich, zapełniających myśli tysiącem spraw i obrazów. Pomocne okazuje się również wyciszenie się przed modlitwą i wejście w odpowiedni nastrój poprzez właściwie dobrane miejsce modlitwy czy też za pomocą na przykład muzyki refleksyjnej, albo też przyjęcie odpowiedniej postawy ciała. Są to cenne rady, których nie należy lekceważyć, z drugiej jednak strony powyższe analizy wskazują wyraźnie, że metody te mają tylko powierzchowny charakter i nie rozwiązują głębokiego problemu rozproszeń.

Spotkać się też można z inną radą, która zdaje się bardzo obiecująca, aby mianowicie sam przedmiot rozproszeń, a zwłaszcza nasze plany, marzenia i lęki czynić przedmiotem modlitwy. Rada ta jednak jest tylko połowicznym i w sumie dość niebezpiecznym rozwiązaniem. Może ona bowiem sprawić, że modlitwa chrześcijańska zamieni się niepostrzeżenie w swoje przeciwieństwo, a więc w modlitwę pogańską, która stara się przekonać Boga do swych racji i uczynić Go pomocą w pełnieniu swojej woli. Ktoś mógłby tu powiedzieć, że i Pan sam modlił się w lęku do Ojca, aby, jeśli to możliwe, ominął Go ten kielich. Lęk ten jednak nie był żadnym rozproszeniem, czyli próbą ucieczki przed wolą Boga, ale przeciwnie staniem z dziecięcą otwartością i szczerością oko w oko z wolą Ojca, którą Jezus pragnął pełnić ponad wszystko, o czym świadczą następne Jego słowa: Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty (Mt 26, 39).

Znaczną rolę mogą w rozproszeniach odgrywać również czynniki natury psychologicznej czy patologie, stąd też jak najbardziej pomocne mogą się okazać różnorakie terapie. Jednak redukowanie rozproszeń jedynie do spraw natury psychologicznej, jest zbyt dużym redukcjonizmem, pozbawia je bowiem prawdziwego ich znaczenia i wiąże się z niezrozumieniem istoty modlitwy chrześcijańskiej.

Podobnie ma się sprawa z technikami koncentracji stosowanymi w religiach Wschodu. Modlitwa chrześcijańska jest oparta na słowie Bożym i otwarta na głos Boga oraz na powierzenie się Jego woli, dlatego nie da się sprowadzić do technik koncentracji. Jak przypomniał o. Jacques Verlinde, chrześcijanin stoi przed Bogiem zawsze w pozycji żebraka, człowieka powierzającego się miłości Boga, która płynie z Jego absolutnej, niczym nie dającej się uwarunkować wolności, dlatego też sama w sobie jest miłością bezwarunkową.

Sunday, May 13, 2012

Słowo Boże do medytacji 3-ciej


3. Wybór właściwego ukierunkowania swojego życia

            "Doświadczenie doprowadziło go do zrozumienia, że jedne myśli czyniły go smutnym, inne zaś radosnym. I tak powoli doszedł do poznania różnicy duchów, które w nim działały - jednego szatańskiego, drugiego Bożego" (Autob.8). "Uzyskawszy niemałe światło z tego doświadczenia zaczął więcej rozmyślać o swoim przeszłym życiu i o tym, jaki wielki ciążył na nim obowiązek pokutowania za nie " (Autob.9).
            Ignacy patrzy z okna swojego pokoju, podziwia krajobraz i swoją wyobraźnią wzlatuje do utraty tego co w przeszłości: złudzeń, deprawacji, poszukiwania dyplomu, okazywania szacunku i bycia szanowanym, aparycja doskonałego żołnierza. To są wszystko ideały prowadzące do życia powierzchownego bez przyszłości.
            Ignacy całymi godzinami oddaje się lekturze i medytacjom. Sam Jezus przychodzi mu na spotkanie. On i Jego Duch przemieniają go i "spalają", pragną jego przemiany i nawrócenia na drodze "pielgrzymowania" ku nowemu. Ignacy w duchu odpowiedzialności przyjmuje te różnorodne myśli. Bierze pod uwagę zarówno te, które przynoszą strapienie jak i te, które są przyczyną radości. Rozpoczyna zgłębiać i analizować wszystkie te myśli, dokonując bilansu swojego osądu pragnień dobrych i złych.
            Konkluzja: musi pokutować. Jest człowiekiem prawym. Jego szlachetność ożywia się. Łaska Boża przemienia go i obdarowywuje go pragnieniem pojednania się z Bogiem, ludźmi i samym sobą.

Pytania dotyczące twojego życia:
1. Jak reagujesz na pojawiające się w tobie pragnienia bogacenia się, honorów i zachłannego zdobywania wiedzy? Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym?
2. Czy spostrzegłeś już w sobie istnienie dobrych pragnień, które przynoszą ci radość? Które z nich częściej powracają?
3. Czy odnajdujesz w sobie skłonności do dóbr materialnych, czy wprost zachłanność, które krępują cię wewnętrznie i powodują strapienie?
4. Czy odnajdujesz Chrystusa w swej wewnętrznej "pielgrzymce", przez rozmyślanie i "lekturę duchową" wydarzeń twego życia?

Memento

            "W każdym dobrym wyborze, jeżeli chodzi o nas samych, oko naszej intencji winno być proste /por. Mt 6,22 i Łk 11,34/, wpatrzone jedynie w cel, dla którego jestem stworzony, a mianowicie dla chwały Boga, Pana naszego, i dla zbawienia mej duszy. I dlatego cokolwiek wybieram, powinno być pomocne do tego celu, dla którego jestem stworzony. Nie trzeba bowiem podporządkowywać i naciągać celu do środków, ale środki do celu" (C.D. 169).

Słowo Boże do medytacji - Mt 4,1-11
(1) Duch zaprowadził kiedyś Jezusa na pustynię, aby był poddany kuszeniu przez szatana. (2) Poszcząc tam przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy, począł Jezus odczuwać głód. (3) Zbliżył się wtedy do Niego kusiciel i powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż tym kamieniom, żeby się zamieniły w chleby. (4) Lecz On mu odpowiedział: Napisane jest: Człowiek żyje nie samym chlebem, lecz wszelkim słowem, które pochodzi z ust Boga. (5) Wtedy zaprowadził Go diabeł do Miasta Świętego, umieścił Go na szczycie świątyni (6) i powiedział Mu: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się na dół; napisane jest przecież: Dla Ciebie wyda On rozkaz swoim aniołom i będą Cię nosili na rękach, abyś nie zranił swej stopy o jakiś kamień. (7) A Jezus odpowiedział: Jest także napisane: Nie będziesz kusił Pana, Boga twego. (8) Jeszcze raz przystąpił do Niego diabeł i zaprowadził Go na bardzo wysoką górę; pokazał Mu wszystkie królestwa tego świata z całym ich blaskiem (9) i powiedział Mu: Dam Ci to wszystko, jeśli tylko upadłszy złożysz mi hołd. (10) Wtedy Jezus odpowiedział: Odejdź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Ty będziesz składał hołdy Panu, Bogu twemu, i tylko Jemu będziesz cześć oddawał (11) Wówczas dopiero diabeł Go opuścił, a zbliżyli się aniołowie i służyli Mu.

Monday, May 7, 2012

Po jakich słowach poznać człowieka Ćwiczeń?

Św. Ignacy w swoich Ćwiczeniach uczy nas ukochania naszej codzienności ze względu na obecność w niej Boga. Wskazuje na warunki możliwości odnajdywania Boga w codzienności: uporządkowane, wolne od kompleksów serce, zdolność spokojnego dystansu wobec własnych uczuć, reakcji i marzeń. Dlatego św. Ignacy stwierdza, że Ćwiczenia duchowne mają na celu "uporządkowanie swego życia, tak by nie ulegać jakiemukolwiek nieuporządkowanemu przywiązaniu" (Ćd 21). W Ćwiczeniach znajdujemy charakterystyczne dla duchowości ignacjańskiej sformułowania zasad dotyczących realizacji obietnicy znajdowania Boga we wszystkich rzeczach. Św. Ignacy stwierdza: "Człowiek powinien ich [rzeczy stworzonych] w takim stopniu używać, w jakim go wspomagają w zmierzaniu do jego celu [tj. wielbienia, czczenia i służenia Bogu], a w takim stopniu powinien się ich pozbywać, w jakim mu w dążeniu do celu przeszkadzają" (Ćd 23). Jest to słynna zasada "tyle, o ile" (tantum quantum), która zostaje wzmocniona przez tzw. świętą obojętność: "Chodzi o to, byśmy ze swej strony nie pragnęli bardziej zdrowia niż choroby, bogactwa niż ubóstwa, szacunku niż pogardy, życia długiego niż krótkiego; i - co za tym idzie - byśmy spośród wszystkich pozostałych rzeczy pragnęli tylko tego i to tylko wybierali, co nas bardziej prowadzi do celu, dla którego zostaliśmy stworzeni" (Ćd 23). Charakterystyczna dla ignacjańskiego języka "obojętność" nie jest jakąś dewocyjną apatią, ale ewangeliczną wolnością ludzi "ubogich w duchu". Pozwala ona nie popadać z jednej strony w zgubny spirytualizm, a z drugiej, w materializm. Sobór Watykański II tak opisuje to, co św. Ignacy wyraził słowem "obojętność": "Człowiek jednak może zwracać się do dobra tylko w sposób wolny. (...) Bóg bowiem zechciał człowieka pozostawić w ręku rady jego, żeby Stworzyciela swego szukał z własnej ochoty i Jego się trzymając, dobrowolnie dochodził do pełnej i błogosławionej doskonałości. Tak więc godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego" (KDK, 17).

Wolność ludzka została jednak zraniona grzechem, stąd konieczność konfrontacji z tą ciemną stroną ludzkiej egzystencji, co św. Ignacy czyni w sposób sobie właściwy, aczkolwiek nieodbiegający zbytnio od znanej mu tradycji Kościoła. Rozważanie grzechu aniołów, pierwszych rodziców, śmiertelnego grzechu jakiegoś człowieka, grzechów własnych, a także rozmyślanie o piekle i praktyka rachunku sumienia są środkami prowadzącymi do uświadomienia sobie brzydoty i śmiercionośnej mocy grzechu oraz potrzeby zbawienia. Charakterystyczne dla ignacjańskiej walki z grzechem jest wyrażenie agere contra, czyli "działać przeciwko" (przeciwdziałać). Chodzi o to, aby znać swoje słabości oraz grzechy, i świadomie wybierać to, co jest im przeciwne i co umożliwia łasce Bożej okazywać swoją moc.

Każda autentyczna duchowość chrześcijańska musi pomagać w dokonywaniu właściwych wyborów życiowych. Znajdowanie Boga w swoim konkretnym życiu winno przecież owocować podejmowaniem decyzji. W Ćwiczeniach duchownych św. Ignacy zaprasza do dokonania wyboru poprzez trzy kluczowe rozmyślania: "O dwóch sztandarach", "O trzech parach ludzi" i "O trzech stopniach pokory". W pierwszym rozmyślaniu
św. Ignacy nawiązuje do klasycznego tematu dwóch miast, z których jedno jest miastem Chrystusa, drugie Lucyfera. Chodzi tutaj o jasne opowiedzenie się na zasadzie "out-out". Dokonanie wyboru Jezusa Chrystusa nie może być jednak czysto werbalne, stąd Autor Ćwiczeń proponuje rozmyślanie "O trzech parach ludzi", z których dopiero trzecia podejmuje odpowiednie środki do osiągnięcia celu, jakim jest służenie pod sztandarem Chrystusa. Dwie pozostałe w mniejszym lub większym stopniu postępują według zasady: "Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek". Św. Ignacy chce przygotować rekolektanta do postawy, którą cztery wieki później Sobór Watykański II wyraził następująco: "Usiłujemy tedy we wszystkim podobać się Panu (por. 2 Kor 5, 9) i przyoblekamy się w zbroję Bożą, abyśmy mogli się ostać przeciw zasadzkom diabelskim i stawić opór w złym dniu (por. Ef 6, 11-13)" (KK, 48). Rozważanie o trzech stopniach pokory ukazuje natomiast konsekwencje podążania za Chrystusem. Najwyższy stopień pokory polega bowiem na tym, że "jeśli będzie równa chwała i cześć Bożego Majestatu, żeby lepiej naśladować Chrystusa, naszego Pana, i bardziej być do Niego podobnym, chce wybrać raczej ubóstwo z Chrystusem ubogim niż bogactwo, raczej zniewagi z Chrystusem pełnym zniewag niż zaszczyty" (Ćd 167). Choć do zbawienia wystarczy pierwszy stopień pokory, czyli unikanie za wszelką cenę grzechu śmiertelnego, to św. Ignacy ukazuje rekolektantowi "więcej" (magis). "Więcej" to kolejne słowo charakterystyczne dla duchowości ignacjańskiej. Oznacza "programowe" wychodzenie ponad przeciętność, przy czym nie wypływa ono z wygórowanych ambicji, ale ze świadomości, iż nie można stawiać barier hojności odpowiadając na nieograniczoną miłość Boga.

Pochwała duchowości Ćwiczeń


Wielkość i aktualność duchowości Ćwiczeń św. Ignacego polega na tym, że jest to duchowość w pełni chrześcijańska, to znaczy zawierająca wszystkie podstawowe elementy spotkania Boga z człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Niektóre inne duchowości koncentrują się niekiedy na tym, co drugorzędne lub nawet przemijające w historii chrześcijaństwa. Ignacemu udało się zebrać w lapidarnej i oryginalnie uporządkowanej formie to, co jest istotne i fundamentalne dla życia Ewangelią. W tym sensie duchowość ignacjańska jest rzeczywiście uniwersalna. Ponadto Ćwiczenia odwołują się w sposób harmonijny do wszystkich władz człowieka: umysłu, woli, pamięci i uczuć. Trudno jednak twierdzić, że to wszystko zdecydowanie odróżnia duchowość Ćwiczeń od innych wielkich duchowości. Nie brak jest przecież nieignacjańskich duchowości, którym również udało się w genialny sposób przekazać chrześcijańskiego ducha konkretnemu człowiekowi we wszystkich jego wymiarach. Tym, co wyróżnia duchowość Ćwiczeń, jest metoda oraz takie, a nie inne połączenia uniwersalnego ducha Ewangelii ze słowem - a w konsekwencji - ciałem. Bo czyż można wyobrazić sobie życie duchowością Ćwiczeń bez "kontemplacji w działaniu", tantum quantum, "świętej obojętności", "dwóch sztandarów", "strapienia-pocieszenia", "czucia z Kościołem", "kolokwium pod krzyżem", "kontemplacji Ad amorem"...? To poprzez te i inne słowa-klucze ludzie ukształtowani w szkole Ćwiczeń otwierają się na całe bogactwo chrześcijańskiej duchowości i... rozpoznają się nawzajem.

Thursday, May 3, 2012

Wszystko na ziemi jest dla człowieka- fundament św. Ignacego Loyoli

Ojciec Ignacy w fundamencie pisze: "Człowiek jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją" (Ćd 23). "Chwalić" Pana Boga znaczy przede wszystkim dostrzegać i przyjmować od Boga wszelkie dary Jego miłości, nasycać się nimi oraz dziękować za nie Dawcy wszelkiego dobra: O Panie, nasz Boże, jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi (Ps 8, 2); Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła (Ps 139, 14).

Jesteśmy stworzeni nie po to, aby Bogu coś dawać, ale przede wszystkim po to, aby najpierw od Niego przyjmować i w duchu wdzięczności Go błogosławić, wielbić i chwalić, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny (Łk 1, 49). Św. Ignacy podkreśla w liście do siostry Teresy Rejadell, że kiedy mówi ona: "Chrystus daje mi wielkie pragnienie służenia Mu", to tak naprawdę chwali Boga: "Oddajesz chwałę Panu, ponieważ ujawniasz Jego dary i przez to samo chlubisz się w Nim samym, ale to «chlubienie się» nie jest chwaleniem siebie, gdyż nie sobie przypisujesz te łaski".

Przyjęcie przez nas daru naszego życia i całego wszechświata wyzwala w naszym sercu pragnienie odpowiedzi miłością na Miłość. Formami radosnej i wdzięcznej odpowiedzi jest postawa czci i służby Panu Bogu. "Czcić" Pana Boga, znaczy uszanować i wypełnić Jego wolę, która nie jest dla człowieka upokorzeniem, ale zawsze źródłem prawdziwego pokoju i szczęścia. Cześć wobec Pana Boga wynika ze świadomości, że człowiek stoi przed Bogiem chwały, Wszechmogącym Ojcem, który miłuje ludzi nieskończoną miłością. Doświadczenie takiej miłości rodzi pragnienie czci oddawanej Stwórcy i Panu, pragnienie spełniania wszystkiego dla Jego czci i miłości. My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował (1 J 4, 19). Miłość zaś polega na tym, abyśmy postępowali według Jego przykazań (2 J 6).

"Służyć" Panu Bogu, to włączyć się z wielką wdzięcznością i mocą w zbawczy plan Trójcy Przenajświętszej wobec człowieka i całego wszechświata na wzór Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. Służyć Panu Bogu, to nie tylko szczerze modlić się do Niego, ale także podejmować wszelkie dobre czyny z wdzięcznej miłości do Stwórcy. To na przykład promowanie sprawiedliwości, praca zawodowa i zaangażowanie w rodzinie. Przyjmowanie faktycznej miłości Boga Stwórcy i odpowiadanie na nią na wzór Jezusa Chrystusa jest najgłębszym szczęściem człowieka, jego zbawieniem.
więcej nahttp://www.deon.pl/religia/rozwoj-duchowy/fundament-i-cztery-tygodnie/art,16,wszystko-na-ziemi-jest-dla-czlowieka.html

Sunday, April 29, 2012

Medytacja02>Słowo Boże

7) A kiedy już wyruszył w drogę, przybiegłszy ktoś upadł przed Nim na kolana i pytał go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne? (18) A Jezus powiedział mu: Dlaczego nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. (19) Czy znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie dawaj fałszywego świadectwa, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę? (20) A on odpowiadając rzekł: Nauczycielu, wszystko to wypełniałem od młodości (21) Wtedy Jezus, wejrzawszy nań z miłością, powiedział do niego: Jednego ci jeszcze brakuje: Idź, sprzedaj, co masz, i rozdaj [pieniądze] ubogim, a wtedy będziesz miał skarb w niebie. Potem weź krzyż i chodź za Mną! (22) Lecz on sposępniał usłyszawszy te słowa i odszedł zasmucony. Posiadał bowiem liczne dobra. (23) A Jezus, rozejrzawszy się dokoła, powiedział do swoich uczniów: Jakże trudno będzie bogaczom wejść do królestwa Bożego! (24) A gdy uczniowie dziwili się Jego słowom, wtedy Jezus odpowiadając rzekł do nich po raz drugi: Dzieci, jakże trudno jest wejść do królestwa Bożego tym, którzy całą nadzieję złożyli w pieniądzach. (25) Łatwiej jest wielbłądowi przecisnąć się przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do królestwa Bożego. (26) Wtedy oni dziwili się jeszcze bardziej i mówili jeden do drugiego: Któż wobec tego będzie zbawiony. (27) A Jezus spojrzawszy na nich powiedział: U ludzi jest to rzeczywiście niemożliwe, ale nie u Boga. Wszystko jest bowiem możliwe u Boga.

Mk. 7,13-14

  I tak lekceważycie sobie słowo Boże wskutek zwyczajów, które przekazaliście sami sobie. Czynicie zresztą wiele innych, podobnych rzeczy. (14) A potem znów przywołał do siebie rzesze ludzi i powiedział im: Słuchajcie wszyscy i zechciejcie zrozumieć: