Friday, July 27, 2012
Medytacja05>Słowo Boże
Wtedy Jezus podejmując pytanie rzekł: Pewien
człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł między zbójców. Ci
obrabowali go, pobili dotkliwie i zostawiwszy na pół żywego, odeszli.
(31) I zdarzyło się, że przechodził tamtędy pewien kapłan. Zobaczywszy go, poszedł jednak dalej.
(32) Podobnie i pewien lewita, choć był koło tego miejsca i widział go, poszedł dalej.
(33) Aż oto pewien Samarytanin, odbywając podróż, gdy był już obok niego i zobaczył go, ulitował się nad nim.
(34) Zbliżył się do niego, opatrzył jego
rany, zwilżając je oliwą i winem, a potem, usadowiwszy go na swoim
zwierzęciu, zawiózł go do gospody i opiekował się nim.
(35) Następnego dnia wydobył dwa denary,
wręczył je właścicielowi gospody i powiedział: Opiekuj się nim, a jeśli
wydasz coś ponadto, wszystko ci oddam, gdy będę wracał.
(36) Jak ci się wydaje: Któryż z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł między zbójców?
(37) Odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie.
(38) Idąc dalej, wszedł do pewnego miasta, gdzie przyjęła Go w swym domu kobieta imieniem Marta.
(39) Miała ona siostrę, której było na imię Maria. Ta siedząc u stóp Pana wsłuchiwała się w Jego słowa.
(40) A Marta, krzątając się koło różnych
posług, zatrzymała się wreszcie i powiedziała: Panie, czyż nic Cię nie
obchodzi to, że siostra mnie samej zostawiła całą posługę?
(41) Powiedz jej, żeby mi pomogła! Lecz Pan odpowiedział jej: Marto, Marto, zabiegasz i martwisz się o zbyt wiele.
(42) A tylko jedno jest potrzebne. Maria wybrała najlepszą cząstkę: taką, która nie będzie jej odjęta.
Labels:
Ewangelia,
Jezus,
Maria,
Marta,
Medytacja05,
Samarytanin,
słowo Boże,
św.Łukasz
Medytacja05> Ignacy potwierdza swój wybór podczas swojej rekonwalescencji
"Ponieważ
bardzo lubił te książki, przyszło mu na myśl, aby krótko notować ważniejsze
rzeczy z życia Chrystusa i świętych. Zabrał się bardzo pilnie do pisania
książki (ponieważ teraz zaczynał wstawać i trochę chodzić po domu) czerwonym
atramentem słowa Chrystusa, niebieskim atramentem słowa Matki Bożej, na gładkim
i liniowanym papierze, czytelnym pismem, ponieważ on był bardzo dobrym
pisarzem. Część czasu spędzał na pisaniu, a część na modlitwie. Największą
pociechą jakiej doświadczał było patrzenie na niebo i gwiazdy, co czynił często
i długo, ponieważ wtedy czuł w sobie silny impuls, aby służyć Bogu. Często
myślał o swoim zamiarze i pragnął być zupełnie zdrowym, tak aby mógł podjąć
swoją drogę". (Autob. 11)
Czytać bez pisania to znaczy
zapominać. Ignacy nie tylko czytał, ale chciał iść głębiej, czytać, rozmyślać,
streszczać i w ten sposób przyswajać i smakować to, co czytał. On wchodził w
dialog ze sobą i z Bogiem. "Część jego czasu była poświęcona na pisanie, a
część na modlitwie". To był jego sposób patrzenia na życie, osądzania go i
przygotowania się na podjęcie najkrótszej drogi, by osiągnąć Boga. I to była
"kontemplacja w działaniu". "Słowa Chrystusa czerwonym
atramentem"- kolor krwi życia.
"Słowa
Matki Bożej niebieskim atramentem"- kolor nieba i gwiazd.
"Czytelnym
pismem"- starannie, możliwie jak najlepiej - takim typem człowieka był on
po swym nawróceniu. Jego charakter pisma wyrażał jego życie - robić nawet
najmniej ważne rzeczy możliwie jak najlepiej, ponieważ wszystko jest wielkie i
ważne w oczach Boga, który widzi wszystko. Niebo i gwiazdy patrzyły na niego,
człowieka bez znaczenia. Ale niebo i gwiazdy dawały mu także "bardzo silny
impuls, by służyć Bogu".
"Niebiosa głoszą chwałę
Boga". Patrząc na nie on stale modlił się i stale szeptał "Jak mały
jest świat, kiedy patrzę w niebiosa". Jednak nawet podczas swej
kontemplacji Ignacy nie zapominał że ma pracować na tym świecie dla swych Braci
i dla swego Boga. "Pragnął być całkowicie zdrowym, aby móc pójść swoją
drogą".
Pytania
dotyczące twojego życia:
1.
Czy zaczynasz doświadczać różnicę między "poznaniem" Boga i
"smakowaniem" Go? ("skosztujcie i zobaczcie, jak słodki jest
Pan" Ps 34,9).
2.
Czy były w twoim życiu chwile, kiedy czułeś i smakowałeś Boga w swoim wnętrzu?
3.
Czy starasz się zapamiętywać te doświadczenia, a zarazem zapisywać je?
4.
Jakie trzy słowa albo trzy zdania z Pisma św. pomogły ci zmienić lub ulepszyć
twoje życie ?
Memento
"Nie ilość wiedzy napełnia i
zaspakaja duszę, lecz odczuwanie i smakowanie rzeczy wewnętrznie". (Ć.D.2)
Słowo
Boże do medytacji - Łk 10, 30-42
Sunday, July 22, 2012
Grupa Galilea
Przypominam osobom z grupy Galilea oraz chętnym do spotkania z nami , że nasze następne spotkanie odbędzie sie we wtorek 24-tego lipca o godz. 8-mej wieczorem w JOM w salce na dole . Do zobaczenia !
Sunday, July 15, 2012
Pragnienia modlitwy
Jak modlić się regularnie w naszym codziennym zabieganym życiu? Jak wykroić czas na systematyczną modlitwę w nadmiarze zajęć i obowiązków, którymi nierzadko czujemy się przytłoczeni?
Oto, jaką radę daje doświadczony ojciec duchowny człowiekowi bardzo zapracowanemu, który nosi jednak w sobie głębokie pragnienie modlitwy: Jedynym rozwiązaniem będzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasięgnięcia rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozsądną porę, a gdy to zrobisz, trzymaj się jej za wszelką cenę. Uczyń z modlitwy swoje najważniejsze zadanie. Niech każdy wokół ciebie wie, że jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl się zawsze o tej samej porze. Ustal dokładne godziny i trzymaj się ich. Wyjdź od znajomych, kiedy zbliża się ta pora. Po prostu niech wtedy będzie dla ciebie niemożliwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawała ci się pilna, ważna i decydująca. Kiedy będziesz wierny temu postanowieniu, powoli się przekonasz, że nie ma sensu myśleć o wielu problemach, ponieważ i tak nie można ich rozstrzygnąć w tym czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wolnych godzin: Ponieważ nie mam teraz nic do roboty, mogę się modlić. I tak modlitwa stanie się równie ważna jak jedzenie i spanie; wolny czas, przeznaczony na to stanie się czasem uwalniającym, do którego przywiążesz się w dobrym sensie tego słowa (H. J. M. Nouwen).
Potrzebę systematyczności w modlitwie dobrze podkreśla słowo ćwiczenia, często używane przez św. Ignacego Loyolę w jego książeczce Ćwiczeń duchownych. Pod mianem Ćwiczenia duchowne — pisze św. Ignacy — rozumiem wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia, rozmyślania, kontemplacji, modlitwy ustnej i myślnej. (...) Albowiem jak przechadzka i bieg są ćwiczeniami cielesnymi, tak podobnie ćwiczeniami duchownymi nazywam wszelki sposób przygotowania i usposobienia duszy do usunięcia wszelkich uczuć nieuporządkowanychModlitwa odruchowa i spontaniczna będzie w nas coraz głębsza, jeżeli równocześnie będziemy systematycznie podejmować ćwiczenie się w modlitwie. Wrażenie, jakie towarzyszy wielu ludziom, iż można w modlitwie odwołać się tylko do spontaniczności, jest złudne i prowadzi do zamierania w człowieku pragnienia modlitwy., a po ich usunięciu do szukania i znalezienia woli Bożej (ĆD, 1).
Modlitwa domaga się walki
Stwierdzenie, iż w modlitwie aż do ostatniego tchu potrzeba walki, może wydać się nam przytłaczające i pełne pesymizmu. Kiedy jednak głębiej zastanawiamy się nad ludzkim życiem, dochodzimy do wniosku, iż wiele ważnych dla człowieka spraw potrzebuje walki aż do ostatniego tchu. To samo stwierdzenie możemy odnieść do ludzkiej miłości. Ona także wymaga walki aż do ostatniego tchu. Nierzadko rozbicie małżeństwa, rodziny, przyjaźni, wspólnoty wynika właśnie z tego, iż łatwo popada się w rezygnację i nie walczy się o prawdziwe oddanie, o wzajemną ofiarność, przezwyciężenie urazów, o wzajemny dialog. Na pytanie, czy walka o prawdziwą miłość jest tylko udręką, może odpowiedzieć sobie tylko ten, kto naprawdę kocha.
Nie czekajcie na ochotę do modlitwy
W naszej modlitwie nie liczy się najpierw to, czego doświadczamy w świecie uczuć. Doświadczenia uczuciowe, chociaż nieodłącznie towarzyszą modlitwie i są jej bardzo ważnym elementem, nie stanowią jednak ostatecznego kryterium jej autentyczności. Człowiek zaangażowany w modlitwę musi być czujny i rozeznawać, aby własnych poruszeń uczuciowych nie utożsamiać automatycznie z działaniem Boga.
Na modlitwie trzeba nam nieustannie powracać do podstawowej prawdy, że nigdy nie modlimy się sami. To Duch Święty, Duch Jezusa modli się w nas i przez nas. Wszystkie modlitwy liturgiczne Kościoła kończą się wezwaniem: Przez Chrystusa Pana naszego. Każda modlitwa, wspólnotowa czy osobista, jest modlitwą przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem.
Wierność w modlitwie
Aby nasza modlitwa mogła wpływać na nasze życie i przemieniać je, musi być wierna. Nie wystarczy chwilowy modlitewny zapał i entuzjazm. Kiedy człowiek wchodzi w głęboką relację z Bogiem i pragnie, aby Bóg zawładnął jego życiem, to musi mieć świadomość, że rozpoczyna się w nim nowe życie. Wymaga ono troski, ofiary i pracy.
Doświadczenie mówi nam, że wierność Bogu, sobie i bliźniemu wymaga od nas walki. Modlitwa jest walką. Ten, kto rozpoczynając modlitwę unikałby wysiłku i zmagania, nie pozostanie jej wierny.
Aby się modlić w sposób wierny, trzeba podejmować decyzje modlitwy; nie raz na rok, miesiąc czy nawet raz na tydzień, ale każdego dnia, przed każdą modlitwą. Z czysto ludzkiego punktu widzenia brak nam motywów, aby się modlić. Aby obejrzeć dobry film, spędzić sympatyczny wieczór z przyjaciółmi nie potrzeba wielkiego wysiłku. Takie doświadczenia przychodzą nam łatwo. Jesteśmy po ludzku pociągani przez te czynności.
Wprawdzie mogą pojawić się w naszym życiu chwile, w których modlitwa będzie przychodziła nam łatwo. Częściej jednak będziemy doświadczać trudu modlitwy. Nierzadko staniemy przed jakąś pustką wewnętrzną, jakby przed jakąś niemożnością wydobycia z siebie czegokolwiek. Nieraz ogarnie nas niepokój i lęk o siebie, wątpliwości, czy nasza modlitwa ma sens. W takich chwilach dialog z Bogiem staje się trudny. Wierność modlitwie wymaga wówczas wewnętrznego zmagania.
Tej wierności na modlitwie domaga się od nas Jezus. Św. Paweł wielokrotnie zachęca nas, aby się modlić w każdym czasie, bez przerwy, przy każdej sposobności, w dzień i w noc. Sam również daje nam przykład takiej modlitwy (por. Ef 6, 18; Kol 1, 9; 1 Tes 3, 10; 5, 17; 2 Tes 1, 11).
Wierność na modlitwie to nie tylko wierność czasowi modlitwy, ale to przede wszystkim wierność wezwaniu, które Bóg kieruje do człowieka, wierność Jego miłości, Jego woli. Ta właśnie wierność wymaga jedności pomiędzy czasem modlitwy a życiem człowieka. Bóg wchodząc w ludzkie życie kładzie na nim swoją rękę, ogarnia je i przenika (Ps 139). Modlitwa i życie stają się wówczas jednym, ponieważ kieruje nimi jedna miłość Boga, jeden Jego Duch, jedna Jego wola.
Wierność Bożemu wezwaniu usłyszanemu na modlitwie sprawia, iż modlitwa przemienia życie; być może bardzo powoli, ale w sposób widoczny. Wierność Bogu na modlitwie przemienia najpierw serce człowieka, które kształtuje się na wzór Serca Jezusowego. Z serca zaś ludzkiego wypływają zarówno złe, jak i dobre czyny. Z serca niewiernego, poddanego pożądliwości, rodzą się złe czyny. Natomiast serce przemienione miłością Boga, rodzi czyny wierne tej miłości, czyny odmieniające życie.
Więcej na http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,684,pragnienia-modlitwy.html
Sunday, July 8, 2012
Dochowywanie wierności codziennej modlitwie
Ludzie martwią się, kiedy nie mogą zachować pocieszeń, jakich pragną,
podejmując wysiłek modlitwy. Chcą stale odczuwać Bożą bliskość, aby
osobista modlitwa była przyjemna i niewymagająca. Tymczasem Bóg rozwija
naszą modlitwę w tempie innym, niż my chcemy, czy oczekujemy. Gdy nie
akceptujemy Jego tempa, rok po roku toczy się walka. Kiedy w życiu
przybywa obowiązków, zwykle jako pierwszy z codziennego harmonogramu
usuwany jest czas przeznaczony na modlitwę. (Obywanie się bez modlitwy
okazuje się dużo łatwiejsze, gdy pozornie wynika z niej mało owoców).
Wierność polega na znalezieniu w sobie ufności w Bożą bliskość, niezależnie od tego, czy czujemy tę bliskość, czy nie. Nadal się modlimy, bez względu na to, czy następuje odpływ, czy przypływ. Wyzbywamy się swoich przywiązań i pozwalamy działać Bogu, który zna intencje naszego serca. I to wystarczy.
Kiedy się modlimy, przekraczamy pewną granicę, wchodząc w tajemnicę. Wchodzimy z otwartością i z pewnością, że nasze życie będzie stale nabierać odcieni Świętego. Aby tak się działo, potrzebujemy okresów ciszy, czasu w ciągu naszego dnia, gdy dajemy pierwszeństwo milczeniu i samotności. Nasza kultura nie sprzyja takiej ciszy. Wręcz jest jej wroga. Stale jesteśmy pociągani to w tę, to w tamtą stronę przez nadmiernie aktywne społeczeństwo. Epoka elektroniki nęci nas ciągłym hałasem i gorączkowym, przymusowym działaniem. Jedynie przy mocnej determinacji zdołamy stworzyć przestrzeń potrzebną na codzienną, ustaloną modlitwę.
Podczas grudniowych rekolekcji w północnej Kalifornii poprosiłam obecne osoby, by wymieniły największą przeszkodę w duchowym wzroście. Wielu mówiło o "krzątaninie, dużej liczbie zajęć" i "braku czasu" jako najważniejszych przeciwnościach. Nic dziwnego. Wyzwaniem tym trzeba się zająć, jeśli człowiek ma być wierny codziennej modlitwie. Zauważyłam, że dorośli są coraz bardziej skrępowani podczas rekolekcji przy choćby półgodzinnej ciszy. Chociaż przygotowuję dla nich całą stronę urywków biblijnych, listę proponowanych pytań i działań na czas refleksji, szybko stają się niespokojni i zaczynają prowadzić rozmowy albo telefonować.
Kiedy zwalniamy tempo i wchodzimy w przestrzeń ciszy i spokoju, mniej jest barier między nami a Świętym. W ciszy stajemy twarzą w twarz z tym, co w innej sytuacji moglibyśmy przeoczyć albo czego unikać. Gdy oddajemy się okresom ciszy i samotności, coraz bardziej odkrywamy prawdę, która kieruje naszym życiem i potrafimy rozkoszować się dobrocią Ukochanego zamieszkującego w naszej duszy.
Dawna Markova, szanowana deweloper ośrodków edukacyjnych, odkryła wartość czasu sam na sam z Bogiem, kiedy postanowiła wyjechać na półroczne rekolekcje w samotności wysoko w górach Utah. To nie było łatwe. Jednak wytrwała w samotności i zyskała wizję oraz mądrość do pokierowania swoim życiem. Przez te miesiące Markova otrzymała ogromną wewnętrzną siłę, która pomogła jej ustalić i zrealizować swój cel życiowy. Pisze ona: Kiedy unikamy poznania samych siebie, kończymy, prowadząc oschłe życie bez pasji, odłączone od prawdziwego jego sensu. Gdy jednak mamy odwagę kształtować swoje życie na podstawie istoty tego, kim jesteśmy, zapalamy się, stając się naprawdę żywymi. Wymaga to wyzbycia się wszystkiego, co nieautentyczne. Jak jednak możemy poznać prawdę o sobie, jeśli nie będziemy potrafili przebywać w ciszy, w swoim własnym towarzystwie?
Większość z nas nie może sobie pozwolić na luksus półrocznego urlopu, tak jak Markova. A nawet gdybyśmy mogli, zapewne nie zgodzilibyśmy się nań z powodu wyzwania. Tyle ciszy i samotności brzmi wspaniale na odległość, lecz gdy przychodzi co do czego, takie doświadczenie może nami wstrząsnąć - spowodować lęk, nieustępliwy niepokój czy nudę. Wszyscy jednak mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, w których możemy znaleźć trochę czasu na ciszę i starać się spędzać go z Bogiem. Po prostu nie da się pędzić przez życie i jednocześnie spodziewać się, że znajdziemy trwały pokój i sens. Jeśli wciąż działamy i działamy, stracimy te pełne łaski okazje, by stawać się mądrzejszymi i bardziej kochającymi.
Jezus, mówiąc o modlitwie, zachęcał słuchaczy: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu (Mt 6, 6). Jezus robił to, czego nauczał. Ewangelie dają świadectwo, iż zostawiał On swoje aktywne, intensywne życie i szedł w góry, by jednoczyć się z Tym, który odnawiał Jego duchową siłę. Podobne przestrzenie komunii są konieczne także dla nas.
Więcej na : http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,688,zwolnij-i-otworz-sie-na-boga.html
Wierność polega na znalezieniu w sobie ufności w Bożą bliskość, niezależnie od tego, czy czujemy tę bliskość, czy nie. Nadal się modlimy, bez względu na to, czy następuje odpływ, czy przypływ. Wyzbywamy się swoich przywiązań i pozwalamy działać Bogu, który zna intencje naszego serca. I to wystarczy.
Kiedy się modlimy, przekraczamy pewną granicę, wchodząc w tajemnicę. Wchodzimy z otwartością i z pewnością, że nasze życie będzie stale nabierać odcieni Świętego. Aby tak się działo, potrzebujemy okresów ciszy, czasu w ciągu naszego dnia, gdy dajemy pierwszeństwo milczeniu i samotności. Nasza kultura nie sprzyja takiej ciszy. Wręcz jest jej wroga. Stale jesteśmy pociągani to w tę, to w tamtą stronę przez nadmiernie aktywne społeczeństwo. Epoka elektroniki nęci nas ciągłym hałasem i gorączkowym, przymusowym działaniem. Jedynie przy mocnej determinacji zdołamy stworzyć przestrzeń potrzebną na codzienną, ustaloną modlitwę.
Podczas grudniowych rekolekcji w północnej Kalifornii poprosiłam obecne osoby, by wymieniły największą przeszkodę w duchowym wzroście. Wielu mówiło o "krzątaninie, dużej liczbie zajęć" i "braku czasu" jako najważniejszych przeciwnościach. Nic dziwnego. Wyzwaniem tym trzeba się zająć, jeśli człowiek ma być wierny codziennej modlitwie. Zauważyłam, że dorośli są coraz bardziej skrępowani podczas rekolekcji przy choćby półgodzinnej ciszy. Chociaż przygotowuję dla nich całą stronę urywków biblijnych, listę proponowanych pytań i działań na czas refleksji, szybko stają się niespokojni i zaczynają prowadzić rozmowy albo telefonować.
Kiedy zwalniamy tempo i wchodzimy w przestrzeń ciszy i spokoju, mniej jest barier między nami a Świętym. W ciszy stajemy twarzą w twarz z tym, co w innej sytuacji moglibyśmy przeoczyć albo czego unikać. Gdy oddajemy się okresom ciszy i samotności, coraz bardziej odkrywamy prawdę, która kieruje naszym życiem i potrafimy rozkoszować się dobrocią Ukochanego zamieszkującego w naszej duszy.
Dawna Markova, szanowana deweloper ośrodków edukacyjnych, odkryła wartość czasu sam na sam z Bogiem, kiedy postanowiła wyjechać na półroczne rekolekcje w samotności wysoko w górach Utah. To nie było łatwe. Jednak wytrwała w samotności i zyskała wizję oraz mądrość do pokierowania swoim życiem. Przez te miesiące Markova otrzymała ogromną wewnętrzną siłę, która pomogła jej ustalić i zrealizować swój cel życiowy. Pisze ona: Kiedy unikamy poznania samych siebie, kończymy, prowadząc oschłe życie bez pasji, odłączone od prawdziwego jego sensu. Gdy jednak mamy odwagę kształtować swoje życie na podstawie istoty tego, kim jesteśmy, zapalamy się, stając się naprawdę żywymi. Wymaga to wyzbycia się wszystkiego, co nieautentyczne. Jak jednak możemy poznać prawdę o sobie, jeśli nie będziemy potrafili przebywać w ciszy, w swoim własnym towarzystwie?
Większość z nas nie może sobie pozwolić na luksus półrocznego urlopu, tak jak Markova. A nawet gdybyśmy mogli, zapewne nie zgodzilibyśmy się nań z powodu wyzwania. Tyle ciszy i samotności brzmi wspaniale na odległość, lecz gdy przychodzi co do czego, takie doświadczenie może nami wstrząsnąć - spowodować lęk, nieustępliwy niepokój czy nudę. Wszyscy jednak mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, w których możemy znaleźć trochę czasu na ciszę i starać się spędzać go z Bogiem. Po prostu nie da się pędzić przez życie i jednocześnie spodziewać się, że znajdziemy trwały pokój i sens. Jeśli wciąż działamy i działamy, stracimy te pełne łaski okazje, by stawać się mądrzejszymi i bardziej kochającymi.
Jezus, mówiąc o modlitwie, zachęcał słuchaczy: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu (Mt 6, 6). Jezus robił to, czego nauczał. Ewangelie dają świadectwo, iż zostawiał On swoje aktywne, intensywne życie i szedł w góry, by jednoczyć się z Tym, który odnawiał Jego duchową siłę. Podobne przestrzenie komunii są konieczne także dla nas.
Więcej na : http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,688,zwolnij-i-otworz-sie-na-boga.html
Friday, June 29, 2012
Umiejętność rozeznawania duchowego
Przyjmując zatem, że w szerszej perspektywie wolę Bożą wyznaczają
wiara, nadzieja i miłość, a szczegóły musimy dopracować wspólnie z
Bogiem, bardzo przydatna staje się umiejętność rozeznawania duchowego.
Poniżej w dwunastu punktach przedstawiam własne, współczesne ujęcie
ponadczasowej mądrości Ignacego Loyoli, które jest rezultatem lektury
fragmentów dotyczących rozeznawania duchów w Ćwiczeniach duchownych,
listach i innych pismach świętego.
1. Ufajmy sprawom codziennym, zwykłym, powszechnym. Żyjmy chwilą
obecną. Zdarza się, że ludzie żyją nieuleczoną przeszłością lub nieznaną
przyszłością, chociaż Boga mogą odnaleźć blisko siebie, tu i teraz.
Dobry duch nakłania nas, abyśmy postrzegali codzienne sprawy takimi,
jakie one są, a nie takimi, jakie chcielibyśmy je widzieć, i abyśmy
rozeznawali w nich obecność Boga. Często szukamy Go w rzeczach
spektakularnych i niezwykłych, a tymczasem On daje się odnaleźć w
chwilach pospolitych i spokojnych; przychodzi do nas, kiedy jesteśmy
ubodzy, nadzy, w więzieniu, głodni i spragnieni. Wystrzegajmy się
fałszywego pocieszenia. "Dobre może być wrogiem lepszego". Jesteśmy
atakowani w najczulsze miejsca, a jednocześnie wabią nas współczesne
używki (narkotyki, alkohol, seks, praca, hazard, technika, konsumpcja),
które nigdy nie usuwają bólu istnienia, a jedynie na pewien czas
ukrywają jego efekty.
2. Nie podejmujmy decyzji, kiedy jesteśmy przygnębieni. Poczekajmy,
aż kryzys minie. Czasami najgorszych wyborów dokonujemy, kiedy
znajdujemy się pod presją. Zawsze lepiej przeczekać najgorsze, aby
potem, w bardziej sprzyjających warunkach, rozważyć wszystkie opcje.
3. Bądźmy nieufni wobec spraw "pilnych". Czasami trzeba szybko
podjąć ważną decyzję. Jeżeli uda nam się zyskać choć odrobinę czasu,
zawsze łatwiej nam będzie opracować najlepszy plan działania. Dobry duch
pomaga zachować odpowiedni dystans i ustalić priorytety. Szczególną
czujność powinniśmy wykazać w sytuacjach, kiedy podejmujemy życiową
decyzję sprzeczną z innymi, równie ważnymi wyborami, których dokonaliśmy
w okresie pocieszenia i spokoju.
4. Zachowujmy pokorę, która pozwoli nam korzystać z mądrych rad.
Ludzie nie mają być samotnymi "skałami i wyspami". Mądrość krewnych,
zaufanych przyjaciół, Kościoła, a czasami profesjonalistów jest nam
potrzebna, ponieważ pomaga ze świadomym sumieniem podejmować najlepsze
decyzje przed Bogiem. Pamiętajmy, że w słowie "posłuszeństwo" zawiera
się odniesienie do "słuchania". Jeżeli chcemy być posłuszni Bogu
sprawującemu władzę w naszym świecie i w naszym życiu, musimy nauczyć
się, jak być dobrymi słuchaczami, ponieważ wierzymy, że Bóg nas słucha i
wysłuchuje.
5. Dobry i zły duch zawsze działają zgodnie z pewnymi schematami.
Czasami wydaje się nam, że "coś się wzięło z niczego". I czasami
rzeczywiście tak jest, ale w większości przypadków dobre i złe rzeczy,
które przydarzają się człowiekowi, mają własną historię i kontekst.
Musimy ćwiczyć się w rozpoznawaniu znaków zarówno jednego, jak i
drugiego. Musimy doskonalić się w dobrych sprawach i rozpoznawać puste
obietnice złego ducha, który prowadzi nas w ślepy zaułek. Codzienny
rachunek sumienia pomaga dostrzegać schemat działania Ducha Świętego.
6. Jedno z najlepszych podsumowań zasad działania dobrego i złego
ducha zawarte jest w książce australijskiego jezuity Patricka
O'Sullivana, Prayer and Relationship: Staying Connected. An Ignatian
Perspective [Modlitwa a relacje: Pozostając w kontakcie. Perspektywa
ignacjańska]. Autor podaje opisy cech dobrego i złego ducha:
| Znaki działania złego ducha | Znaki działania dobrego ducha |
| Utrata poczucia własnej wartości. Jesteśmy przygnębieni i
myślimy (a nawet mówimy) o sobie rzeczy, których nigdy nie
powiedzielibyśmy o innych. |
Czujemy, jaka jest nasza prawdziwa wartość, wraca pewność siebie. |
| Nadzieja umiera, jej światło gaśnie. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w pułapce; że nie mamy dokąd pójść; że kręcimy się w kółko, lub że wpadliśmy do głębokiego, ciemnego dołu. | Nadzieja ożywa, wierzymy, że Jezus jest przy nas bez względu na wszystko. Pojawia się autentyczne wrażenie ruchu. "Nie musi tak być. Chcę i mogę coś z tym zrobić". Spada z nas jakiś ciężar, czujemy |
| Pojawia się uporczywe uczucie przygniatającego ciężaru, mamy wrażenie, że coś nas przytłacza. Popadamy w cynizm (w nikim nie widzimy nic dobrego) lub użalamy się nad sobą. | Spada z nas jakiś ciężar, czujemy się lżejsi, wyzwoleni. Okazujemy więcej współczucia i wrażliwości na potrzeby innych. |
| Nieustanne pytania i wątpliwości wywołują niepokój i prowadzą do zamętu. Bez przerwy rozmyślamy nad pojedynczymi zdarzeniami lub poświęcamy całą uwagę na rozwiązanie jednego problemu, a ostatecznie rozdrabniamy się i mamy znacznie mniej energii, niż kiedy zaczynaliśmy. | Pytania, którym towarzyszy poczucie jasności i brak wątpliwości. Powierzamy troski Jezusowi, a uwagę skupiamy nie tyle na naszej sprawie, co na relacji z Nim. |
| Łatwo dajemy się wplątać w negatywne interakcje z innymi, które przekształcają się we wzajemne obwinianie i znajdują wyraz w postawie "ja mam rację, ty się mylisz". "Część ludzi nosi w sercach zwłoki dawnych związków, są oni uzależnieni od zranień, które mają potwierdzać ich tożsamość". | Koniecznie trzeba założyć, że każdy dobry chrześcijanin skłonny jest raczej pozytywnie interpretować twierdzenia innych ludzi niż potępiać je jako fałsz. (Nikt nie ma monopolu na prawdę). Odrywamy się od własnych zranień i jesteśmy w stanie się modlić. "Jezu, naucz mnie być takim, jakim chcesz mnie widzieć". |
| Kiedy myślimy o własnych grzechach i wadach, mamy o sobie złe mniemanie i trwamy w tym przekonaniu. | Świadomości grzechu zawsze towarzyszy nadzieja, która pozwala odnowić relację z Jezusem i innymi ludźmi. |
Patrick O'Sullivan podsumowuje: "Metoda działania złego ducha
polega na odciąganiu człowieka od związków z innymi ludźmi; metoda
działania dobrego ducha polega na pogłębianiu tych związków. To, na czym
koncentrujemy uwagę, nadaje barwę wszystkim obszarom życia. Jeżeli
skupiamy się głównie na rzeczach negatywnych, negatywne nastawienie
zyskuje na sile. Jeżeli natomiast koncentrujemy się na »łasce« (która
jest życiodajna), jej działanie będzie coraz silniejsze".
Wróćmy do współczesnego ujęcia mądrości Ignacego:
7. Dobra czy też lepsza decyzja, to tylko kolejna decyzja w życiu.
Zły duch zawsze będzie nas przekonywał, że znajdujemy się w pułapce, z
której nie ma wyjścia. Zawsze też będzie chciał osłabić naszą pamięć,
abyśmy nieustannie powtarzali destrukcyjne zachowania, które przecież
nigdy nie pomagają, a jedynie prowadzą do wyobcowania i utrudniają
rozwiązanie każdego problemu. Pomocne może okazać się prowadzenie
dziennika, w którym z odwagą i miłosierdziem dokonujemy oceny własnego
życia i powtarzających się w nim schematów. Kiedy rozeznanie ma dotyczyć
istotniejszych decyzji, możemy na marginesie sporządzić listę poruszeń
przemawiających za rozwiązaniem A i poruszeń przemawiających za
rozwiązaniem B oraz listę poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu A
i poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu B. Nie chodzi jednak o
to, aby sprawdzać, która lista jest dłuższa, lecz o to, aby zwrócić
uwagę, do czego skłaniają się nasze serce i głowa.
8. Dobry duch jednoczy i wyzwala. Uczy, jak ujawniać to, co
skrywane w ciemności. Zły duch dzieli, izoluje i zamyka nas w naszym
strachu. Kiedy jesteśmy szczerzy wobec ludzi, których kochamy i którym
ufamy, możemy być pewni, że działa w nas dobry duch. Nigdy nie
zrobiliśmy, nie robimy ani nie zrobimy nic, co mogłoby sprawić, że Bóg
przestanie nas kochać. Nie ma takiej rzeczy, której Bóg nie mógłby
wybaczyć czy uzdrowić. Najpierw jednak musimy przyznać się do tego, kim
jesteśmy i co zrobiliśmy. A potem wszystko jest możliwe.
9. Duch Święty zawsze jest obecny tam, gdzie zbiera się wspólnota
wierzących w Boga. We wspólnocie odkrywamy, że nie my jedni musieliśmy
dokonywać danego wyboru i nie my pierwsi stajemy przed podobnym
problemem.
10. Głowa musi prowadzić dialog z sercem - potrzebujemy ich obu.
Ludzie wierzący uważają czasami, że wiara to wyłącznie sprawa mózgu. W
teologii istnieje oczywiście szanowana tradycja intelektualna, a jasność
myślenia jest bardzo ważna, ale rozum musi utrzymywać kontakt z
uczuciami i instynktami. Kiedy serce i głowa działają wspólnie, istnieje
większa szansa, że zaangażujemy pełnię sił tam, gdzie możemy zrobić
najwięcej dobrego dla największej liczby ludzi. Głowę możemy mieć pełną
marzeń, także tych dobrych. W sercu przechowujmy pragnienia. Które
przetrwają? Które po pewnym czasie stracą urok? Jakie są nasze
najgłębsze pragnienia?
Testem ich autentyczności mogą być miłość, radość, pokój,
cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5,
22). Jeżeli obecne są te znaki, można przypuszczać, że mamy do czynienia
z działaniem Ducha Świętego.
11. Żadne dzieło przyczyniające się do nadejścia królestwa Bożego
nie jest za małe, nieistotne czy pozbawione następstw. Czasami możemy
ulec złudzeniu, że nasze stosunkowo niewielkie, codzienne przejawy
uprzejmości nie mają większego znaczenia w ogólnym duchowym wymiarze. To
nieprawda. Gdyby zdarzały się dni, w których byłoby więcej złych
uczynków niż dobrych, na tym świecie nie dałoby się żyć. Proste i
bezinteresowne przejawy dobroci mogą przejść niezauważone, ale to one
zmieniają świat, ponieważ dzięki nim miłość Chrystusa wchodzi w naszą
codzienność.
12. Wierność jest jednym z najwspanialszych darów Ducha Świętego.
Dochowywanie wierności, kiedy trzeba stawić czoło przeciwnościom i kiedy
ma się do wyboru inne alternatywy, jest heroicznym aktem miłości. To
powiedziawszy, musimy podkreślić, że Pismo święte nakazuje nam "umrzeć
dla siebie", a nie "zabić siebie". Nie jest, na przykład, wolą Boga, aby
ktoś pozostawał w związku, w którym panuje przemoc fizyczna,
emocjonalna i duchowa. Święty Ignacy zachęca, aby wyobrazić sobie, że w
sprawie, którą rozeznajemy, udzielamy rady najlepszemu przyjacielowi. Co
byśmy mu poradzili? Można też wyobrazić sobie, że leżymy na łożu
śmierci i w myślach ponownie przyglądamy się własnemu życiu. Jakie
życiowe wybory chcielibyśmy wspominać w takiej chwili? Należy mieć
nadzieję, że byłyby to wybory pełne miłości, wiary i nadziei.
Wednesday, June 27, 2012
Medytacja04>Słowo Boże
Lecz wszystko to, tak kiedyś cenne dla mnie, teraz, ze względu na Chrystusa, zapisuję na straty.
(8) Zresztą wszystko inne również w
porównaniu z wartością, jaką przedstawia dla mnie możność poznania
Chrystusa Jezusa, Pana mojego uważam za stratę. Dla Chrystusa wyzbyłem
się [dobrowolnie] wszystkiego i wszystko przedstawia dla mnie wartość
nie większą niż zwykłe śmieci. Cenię sobie jedynie to, bym mógł pozyskać
Chrystusa
(9) i zjednoczyć się z Nim całkowicie. I
wcale już nie twierdzę, że sam dostąpiłem usprawiedliwienia [wskutek
dokonania pewnych uczynków nakazanych] przez Prawo, lecz jestem
przekonany, że sprawiedliwość, jaką posiadam, otrzymałem od Boga dzięki
wierze w Chrystusa; sprawiedliwości takiej udziela Bóg każdemu, kto
wierzy.
(10) Tak więc pragnę usilnie poznać
Chrystusa, [by zrozumieć] moc Jego zmartwychwstania, mieć udział w Jego
cierpieniach, stać się podobnym do Niego przez uczestniczenie w Jego
śmierci i
(11) mieć nadzieję powrotu z martwych do życia.
(12) Wcale nie twierdzę, że już
osiągnąłem przedmiot moich pragnień i że już jestem doskonały, lecz nie
przestaję zdążać naprzód, bym mógł pochwycić wreszcie to, do czego
zmierzam, bo sam już zostałem pochwycony przez Jezusa Chrystusa.
(13) Nie, bracia, wcale nie myślę, że ja
osobiście już osiągnąłem cel [mojego życia]. Staram się bardzo usilnie o
jedno: nie myśląc już o tym, co ze mną, skupiam całą uwagę na tym, co
przede mną, i
(14) zdążam wytrwale naprzód ku
wyznaczonej mecie, po nagrodę, którą według obietnicy Boga mamy otrzymać
na wysokościach przez Jezusa Chrystusa.
Medytacja04> Widzenie postaci Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus
4.
Widzenie postaci Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus
"Przeszłe jego myśli próżne
pogrążyły się w zapomnieniu wobec tych świętych pragnień, które żywił, a które
potwierdziło w nim następujące widzenie. Pewnej nocy, gdy nie spał, ujrzał
obraz naszej Pani ze świętym Dzieciątkiem Jezus. Widzenie to napełniło go na
dłuższy czas nadzwyczajną pociechą i tak wielkim wstrętem do całego życia
przeszłego, a szczególnie do grzechów cielesnych, iż zdawało mu się, że
wymazane zostały z jego duszy wszystkie te obrazy i wyobrażenia, które aż do
tej pory były w niej wyryte. I tak od tamtej chwili aż do sierpnia 1553 roku,
kiedy rzeczy te są notowane, nigdy nie dał najmniejszego przyzwolenia na pokusy
cielesne.
Brat
jego, a także i wszyscy domownicy zauważyli po jego zewnętrznym sposobie życia
zmianę, jaka dokonała się w jego duszy" (Autob. 10).
Przyjaźń Ignacego z Jezusem umacnia
się. Jedyną odpowiedzią na miłość jest miłość. Jezus staje się najlepszym
przyjacielem, a od dobrego "towarzysza" domaga się poznania swojej
Matki - Maryi. Otrzymany niespodziewanie dar widzenia jest wielkim pocieszeniem
dla Ignacego, powoduje wzrost jego wiary, nadziei i miłości. Utwierdza ono jego
dobre pragnienia i powoduje w nim widzialną zmianę. Również domownicy
potwierdzają tę zmianę. To jest inny człowiek. Każdy chrześcijanin, aby nie
czuć się osieroconym w swoim zaangażowaniu życiowym ma swoją Matkę, Matkę Jezusa."
Ignacy od tego momentu, będzie
zbliżał się do serca Chrystusowego, w przyjaźni i intymności z Nim, przez
pośrednictwo Maryi, Matki Chrystusa, przede wszystkim w momentach ważnych
swojego życia; np. w momencie nawrócenia Ignacy powie: "Proś Maryję, aby
wyjednała u Syna swego łaskę dotyczącą trzech rzeczy:
Po
pierwsze, abym miał wewnętrzne odczucie i poznanie swoich grzechów i odczuł
wstręt do nich.
Po
drugie, abym odczuł nieład swych czynów, a brzydząc się nim poprawił się i
uporządkował.
Po
trzecie, prosić o poznanie świata, abym czując doń wstręt odrzucił od siebie
rzeczy światowe i próżne" (C.D. 63).
Ignacy prosi jeszcze Maryję.
"Żeby mi uzyskała u Syna i Pana swego łaskę, aby mnie przyjął pod swój
sztandar, sztandar Krzyża." (C.D. 147).
Pytania
dotyczące twojego życia
1.
Czy twoi przyjaciele zauważają, że twoje życie zmienia się? Czy poprzez swoje
postępowanie prowokujesz ich do zajęcia stanowiska przynajmniej w jednej
sprawie?
2.
Czy czynisz postępy, przez pośrednictwo Maryi w obrzydzeniu grzechu, pragnieniu
oddalenia się od siebie spraw światowych i próżnych? I czy pragniesz szczerego i dobrowolnego zreformowania i
uporządkowania twojego życia zgodnie z planem Bożym?
3.
Czy doszedłeś do ofiarowania siebie i pragnienia, by cię przyjęto pod sztandar
Chrystusa?
Memento
"Kto chciałby naśladować Panią
naszą w posługiwaniu się swymi zmysłami, niech Jej się poleci w modlitwie
przygotowawczej, aby mu wyjednała u swego Syna i Pana łaskę do tego
potrzebną" (C.D. 248).
Słowo
Boże do medytacji - Flp 3,7-14
Sunday, June 17, 2012
Subscribe to:
Posts (Atom)