Friday, July 27, 2012

Medytacja05>Słowo Boże

Wtedy Jezus podejmując pytanie rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł między zbójców. Ci obrabowali go, pobili dotkliwie i zostawiwszy na pół żywego, odeszli. (31) I zdarzyło się, że przechodził tamtędy pewien kapłan. Zobaczywszy go, poszedł jednak dalej. (32) Podobnie i pewien lewita, choć był koło tego miejsca i widział go, poszedł dalej. (33) Aż oto pewien Samarytanin, odbywając podróż, gdy był już obok niego i zobaczył go, ulitował się nad nim. (34) Zbliżył się do niego, opatrzył jego rany, zwilżając je oliwą i winem, a potem, usadowiwszy go na swoim zwierzęciu, zawiózł go do gospody i opiekował się nim. (35) Następnego dnia wydobył dwa denary, wręczył je właścicielowi gospody i powiedział: Opiekuj się nim, a jeśli wydasz coś ponadto, wszystko ci oddam, gdy będę wracał. (36) Jak ci się wydaje: Któryż z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł między zbójców? (37) Odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie. (38) Idąc dalej, wszedł do pewnego miasta, gdzie przyjęła Go w swym domu kobieta imieniem Marta. (39) Miała ona siostrę, której było na imię Maria. Ta siedząc u stóp Pana wsłuchiwała się w Jego słowa. (40) A Marta, krzątając się koło różnych posług, zatrzymała się wreszcie i powiedziała: Panie, czyż nic Cię nie obchodzi to, że siostra mnie samej zostawiła całą posługę? (41) Powiedz jej, żeby mi pomogła! Lecz Pan odpowiedział jej: Marto, Marto, zabiegasz i martwisz się o zbyt wiele. (42) A tylko jedno jest potrzebne. Maria wybrała najlepszą cząstkę: taką, która nie będzie jej odjęta.

Medytacja05> Ignacy potwierdza swój wybór podczas swojej rekonwalescencji


"Ponieważ bardzo lubił te książki, przyszło mu na myśl, aby krótko notować ważniejsze rzeczy z życia Chrystusa i świętych. Zabrał się bardzo pilnie do pisania książki (ponieważ teraz zaczynał wstawać i trochę chodzić po domu) czerwonym atramentem słowa Chrystusa, niebieskim atramentem słowa Matki Bożej, na gładkim i liniowanym papierze, czytelnym pismem, ponieważ on był bardzo dobrym pisarzem. Część czasu spędzał na pisaniu, a część na modlitwie. Największą pociechą jakiej doświadczał było patrzenie na niebo i gwiazdy, co czynił często i długo, ponieważ wtedy czuł w sobie silny impuls, aby służyć Bogu. Często myślał o swoim zamiarze i pragnął być zupełnie zdrowym, tak aby mógł podjąć swoją drogę". (Autob. 11)
            Czytać bez pisania to znaczy zapominać. Ignacy nie tylko czytał, ale chciał iść głębiej, czytać, rozmyślać, streszczać i w ten sposób przyswajać i smakować to, co czytał. On wchodził w dialog ze sobą i z Bogiem. "Część jego czasu była poświęcona na pisanie, a część na modlitwie". To był jego sposób patrzenia na życie, osądzania go i przygotowania się na podjęcie najkrótszej drogi, by osiągnąć Boga. I to była "kontemplacja w działaniu". "Słowa Chrystusa czerwonym atramentem"- kolor krwi życia.
"Słowa Matki Bożej niebieskim atramentem"- kolor nieba i gwiazd.
"Czytelnym pismem"- starannie, możliwie jak najlepiej - takim typem człowieka był on po swym nawróceniu. Jego charakter pisma wyrażał jego życie - robić nawet najmniej ważne rzeczy możliwie jak najlepiej, ponieważ wszystko jest wielkie i ważne w oczach Boga, który widzi wszystko. Niebo i gwiazdy patrzyły na niego, człowieka bez znaczenia. Ale niebo i gwiazdy dawały mu także "bardzo silny impuls, by służyć Bogu".
            "Niebiosa głoszą chwałę Boga". Patrząc na nie on stale modlił się i stale szeptał "Jak mały jest świat, kiedy patrzę w niebiosa". Jednak nawet podczas swej kontemplacji Ignacy nie zapominał że ma pracować na tym świecie dla swych Braci i dla swego Boga. "Pragnął być całkowicie zdrowym, aby móc pójść swoją drogą".
Pytania dotyczące twojego życia:
1. Czy zaczynasz doświadczać różnicę między "poznaniem" Boga i "smakowaniem" Go? ("skosztujcie i zobaczcie, jak słodki jest Pan" Ps 34,9).
2. Czy były w twoim życiu chwile, kiedy czułeś i smakowałeś Boga w swoim wnętrzu?
3. Czy starasz się zapamiętywać te doświadczenia, a zarazem zapisywać je?
4. Jakie trzy słowa albo trzy zdania z Pisma św. pomogły ci zmienić lub ulepszyć twoje życie ?

Memento

            "Nie ilość wiedzy napełnia i zaspakaja duszę, lecz odczuwanie i smakowanie rzeczy wewnętrznie". (Ć.D.2)

Słowo Boże do medytacji - Łk 10, 30-42

Sunday, July 22, 2012

Grupa Galilea

Przypominam osobom z grupy Galilea oraz chętnym do spotkania z nami , że nasze następne spotkanie odbędzie sie we wtorek 24-tego lipca o godz. 8-mej wieczorem w JOM w salce na dole . Do zobaczenia !

Sunday, July 15, 2012

Pragnienia modlitwy


Jak modlić się regularnie w naszym codziennym zabieganym życiu? Jak wykroić czas na systematyczną modlitwę w nadmiarze zajęć i obowiązków, którymi nierzadko czujemy się przytłoczeni?


Oto, jaką radę daje doświadczony ojciec duchowny człowiekowi bardzo zapracowanemu, który nosi jednak w sobie głębokie pragnienie modlitwy: Jedynym rozwiązaniem będzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasięgnięcia rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozsądną porę, a gdy to zrobisz, trzymaj się jej za wszelką cenę. Uczyń z modlitwy swoje najważniejsze zadanie. Niech każdy wokół ciebie wie, że jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl się zawsze o tej samej porze. Ustal dokładne godziny i trzymaj się ich. Wyjdź od znajomych, kiedy zbliża się ta pora. Po prostu niech wtedy będzie dla ciebie niemożliwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawała ci się pilna, ważna i decydująca. Kiedy będziesz wierny temu postanowieniu, powoli się przekonasz, że nie ma sensu myśleć o wielu problemach, ponieważ i tak nie można ich rozstrzygnąć w tym czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wolnych godzin: Ponieważ nie mam teraz nic do roboty, mogę się modlić. I tak modlitwa stanie się równie ważna jak jedzenie i spanie; wolny czas, przeznaczony na to stanie się czasem uwalniającym, do którego przywiążesz się w dobrym sensie tego słowa (H. J. M. Nouwen).
Potrzebę systematyczności w modlitwie dobrze podkreśla słowo ćwiczenia, często używane przez św. Ignacego Loyolę w jego książeczce Ćwiczeń duchownych. Pod mianem Ćwiczenia duchowne — pisze św. Ignacy — rozumiem wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia, rozmyślania, kontemplacji, modlitwy ustnej i myślnej. (...) Albowiem jak przechadzka i bieg są ćwiczeniami cielesnymi, tak podobnie ćwiczeniami duchownymi nazywam wszelki sposób przygotowania i usposobienia duszy do usunięcia wszelkich uczuć nieuporządkowanychModlitwa odruchowa i spontaniczna będzie w nas coraz głębsza, jeżeli równocześnie będziemy systematycznie podejmować ćwiczenie się w modlitwie. Wrażenie, jakie towarzyszy wielu ludziom, iż można w modlitwie odwołać się tylko do spontaniczności, jest złudne i prowadzi do zamierania w człowieku pragnienia modlitwy., a po ich usunięciu do szukania i znalezienia woli Bożej (ĆD, 1).
 Modlitwa domaga się walki
 Stwierdzenie, iż w modlitwie aż do ostatniego tchu potrzeba walki, może wydać się nam przytłaczające i pełne pesymizmu. Kiedy jednak głębiej zastanawiamy się nad ludzkim życiem, dochodzimy do wniosku, iż wiele ważnych dla człowieka spraw potrzebuje walki aż do ostatniego tchu. To samo stwierdzenie możemy odnieść do ludzkiej miłości. Ona także wymaga walki aż do ostatniego tchu. Nierzadko rozbicie małżeństwa, rodziny, przyjaźni, wspólnoty wynika właśnie z tego, iż łatwo popada się w rezygnację i nie walczy się o prawdziwe oddanie, o wzajemną ofiarność, przezwyciężenie urazów, o wzajemny dialog. Na pytanie, czy walka o prawdziwą miłość jest tylko udręką, może odpowiedzieć sobie tylko ten, kto naprawdę kocha.


 Nie czekajcie na ochotę do modlitwy

W naszej modlitwie nie liczy się najpierw to, czego doświadczamy w świecie uczuć. Doświadczenia uczuciowe, chociaż nieodłącznie towarzyszą modlitwie i są jej bardzo ważnym elementem, nie stanowią jednak ostatecznego kryterium jej autentyczności. Człowiek zaangażowany w modlitwę musi być czujny i rozeznawać, aby własnych poruszeń uczuciowych nie utożsamiać automatycznie z działaniem Boga.

Na modlitwie trzeba nam nieustannie powracać do podstawowej prawdy, że nigdy nie modlimy się sami. To Duch Święty, Duch Jezusa modli się w nas i przez nas. Wszystkie modlitwy liturgiczne Kościoła kończą się wezwaniem: Przez Chrystusa Pana naszego. Każda modlitwa, wspólnotowa czy osobista, jest modlitwą przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem.
 Wierność w modlitwie
 Aby nasza modlitwa mogła wpływać na nasze życie i przemieniać je, musi być wierna. Nie wystarczy chwilowy modlitewny zapał i entuzjazm. Kiedy człowiek wchodzi w głęboką relację z Bogiem i pragnie, aby Bóg zawładnął jego życiem, to musi mieć świadomość, że rozpoczyna się w nim nowe życie. Wymaga ono troski, ofiary i pracy.

Doświadczenie mówi nam, że wierność Bogu, sobie i bliźniemu wymaga od nas walki. Modlitwa jest walką. Ten, kto rozpoczynając modlitwę unikałby wysiłku i zmagania, nie pozostanie jej wierny.

Aby się modlić w sposób wierny, trzeba podejmować decyzje modlitwy; nie raz na rok, miesiąc czy nawet raz na tydzień, ale każdego dnia, przed każdą modlitwą. Z czysto ludzkiego punktu widzenia brak nam motywów, aby się modlić. Aby obejrzeć dobry film, spędzić sympatyczny wieczór z przyjaciółmi nie potrzeba wielkiego wysiłku. Takie doświadczenia przychodzą nam łatwo. Jesteśmy po ludzku pociągani przez te czynności.

Wprawdzie mogą pojawić się w naszym życiu chwile, w których modlitwa będzie przychodziła nam łatwo. Częściej jednak będziemy doświadczać trudu modlitwy. Nierzadko staniemy przed jakąś pustką wewnętrzną, jakby przed jakąś niemożnością wydobycia z siebie czegokolwiek. Nieraz ogarnie nas niepokój i lęk o siebie, wątpliwości, czy nasza modlitwa ma sens. W takich chwilach dialog z Bogiem staje się trudny. Wierność modlitwie wymaga wówczas wewnętrznego zmagania.
Tej wierności na modlitwie domaga się od nas Jezus. Św. Paweł wielokrotnie zachęca nas, aby się modlić w każdym czasie, bez przerwy, przy każdej sposobności, w dzień i w noc. Sam również daje nam przykład takiej modlitwy (por. Ef 6, 18; Kol 1, 9; 1 Tes 3, 10; 5, 17; 2 Tes 1, 11).

Wierność na modlitwie to nie tylko wierność czasowi modlitwy, ale to przede wszystkim wierność wezwaniu, które Bóg kieruje do człowieka, wierność Jego miłości, Jego woli. Ta właśnie wierność wymaga jedności pomiędzy czasem modlitwy a życiem człowieka. Bóg wchodząc w ludzkie życie kładzie na nim swoją rękę, ogarnia je i przenika (Ps 139). Modlitwa i życie stają się wówczas jednym, ponieważ kieruje nimi jedna miłość Boga, jeden Jego Duch, jedna Jego wola.

Wierność Bożemu wezwaniu usłyszanemu na modlitwie sprawia, iż modlitwa przemienia życie; być może bardzo powoli, ale w sposób widoczny. Wierność Bogu na modlitwie przemienia najpierw serce człowieka, które kształtuje się na wzór Serca Jezusowego. Z serca zaś ludzkiego wypływają zarówno złe, jak i dobre czyny. Z serca niewiernego, poddanego pożądliwości, rodzą się złe czyny. Natomiast serce przemienione miłością Boga, rodzi czyny wierne tej miłości, czyny odmieniające życie.

Sunday, July 8, 2012

Dochowywanie wierności codziennej modlitwie

Ludzie martwią się, kiedy nie mogą zachować pocieszeń, jakich pragną, podejmując wysiłek modlitwy. Chcą stale odczuwać Bożą bliskość, aby osobista modlitwa była przyjemna i niewymagająca. Tymczasem Bóg rozwija naszą modlitwę w tempie innym, niż my chcemy, czy oczekujemy. Gdy nie akceptujemy Jego tempa, rok po roku toczy się walka. Kiedy w życiu przybywa obowiązków, zwykle jako pierwszy z codziennego harmonogramu usuwany jest czas przeznaczony na modlitwę. (Obywanie się bez modlitwy okazuje się dużo łatwiejsze, gdy pozornie wynika z niej mało owoców).

Wierność polega na znalezieniu w sobie ufności w Bożą bliskość, niezależnie od tego, czy czujemy tę bliskość, czy nie. Nadal się modlimy, bez względu na to, czy następuje odpływ, czy przypływ. Wyzbywamy się swoich przywiązań i pozwalamy działać Bogu, który zna intencje naszego serca. I to wystarczy.

Kiedy się modlimy, przekraczamy pewną granicę, wchodząc w tajemnicę. Wchodzimy z otwartością i z pewnością, że nasze życie będzie stale nabierać odcieni Świętego. Aby tak się działo, potrzebujemy okresów ciszy, czasu w ciągu naszego dnia, gdy dajemy pierwszeństwo milczeniu i samotności. Nasza kultura nie sprzyja takiej ciszy. Wręcz jest jej wroga. Stale jesteśmy pociągani to w tę, to w tamtą stronę przez nadmiernie aktywne społeczeństwo. Epoka elektroniki nęci nas ciągłym hałasem i gorączkowym, przymusowym działaniem. Jedynie przy mocnej determinacji zdołamy stworzyć przestrzeń potrzebną na codzienną, ustaloną modlitwę.

Podczas grudniowych rekolekcji w północnej Kalifornii poprosiłam obecne osoby, by wymieniły największą przeszkodę w duchowym wzroście. Wielu mówiło o "krzątaninie, dużej liczbie zajęć" i "braku czasu" jako najważniejszych przeciwnościach. Nic dziwnego. Wyzwaniem tym trzeba się zająć, jeśli człowiek ma być wierny codziennej modlitwie. Zauważyłam, że dorośli są coraz bardziej skrępowani podczas rekolekcji przy choćby półgodzinnej ciszy. Chociaż przygotowuję dla nich całą stronę urywków biblijnych, listę proponowanych pytań i działań na czas refleksji, szybko stają się niespokojni i zaczynają prowadzić rozmowy albo telefonować.

Kiedy zwalniamy tempo i wchodzimy w przestrzeń ciszy i spokoju, mniej jest barier między nami a Świętym. W ciszy stajemy twarzą w twarz z tym, co w innej sytuacji moglibyśmy przeoczyć albo czego unikać. Gdy oddajemy się okresom ciszy i samotności, coraz bardziej odkrywamy prawdę, która kieruje naszym życiem i potrafimy rozkoszować się dobrocią Ukochanego zamieszkującego w naszej duszy.

Dawna Markova, szanowana deweloper ośrodków edukacyjnych, odkryła wartość czasu sam na sam z Bogiem, kiedy postanowiła wyjechać na półroczne rekolekcje w samotności wysoko w górach Utah. To nie było łatwe. Jednak wytrwała w samotności i zyskała wizję oraz mądrość do pokierowania swoim życiem. Przez te miesiące Markova otrzymała ogromną wewnętrzną siłę, która pomogła jej ustalić i zrealizować swój cel życiowy. Pisze ona: Kiedy unikamy poznania samych siebie, kończymy, prowadząc oschłe życie bez pasji, odłączone od prawdziwego jego sensu. Gdy jednak mamy odwagę kształtować swoje życie na podstawie istoty tego, kim jesteśmy, zapalamy się, stając się naprawdę żywymi. Wymaga to wyzbycia się wszystkiego, co nieautentyczne. Jak jednak możemy poznać prawdę o sobie, jeśli nie będziemy potrafili przebywać w ciszy, w swoim własnym towarzystwie?

Większość z nas nie może sobie pozwolić na luksus półrocznego urlopu, tak jak Markova. A nawet gdybyśmy mogli, zapewne nie zgodzilibyśmy się nań z powodu wyzwania. Tyle ciszy i samotności brzmi wspaniale na odległość, lecz gdy przychodzi co do czego, takie doświadczenie może nami wstrząsnąć - spowodować lęk, nieustępliwy niepokój czy nudę. Wszyscy jednak mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę, w których możemy znaleźć trochę czasu na ciszę i starać się spędzać go z Bogiem. Po prostu nie da się pędzić przez życie i jednocześnie spodziewać się, że znajdziemy trwały pokój i sens. Jeśli wciąż działamy i działamy, stracimy te pełne łaski okazje, by stawać się mądrzejszymi i bardziej kochającymi.

Jezus, mówiąc o modlitwie, zachęcał słuchaczy: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu (Mt 6, 6). Jezus robił to, czego nauczał. Ewangelie dają świadectwo, iż zostawiał On swoje aktywne, intensywne życie i szedł w góry, by jednoczyć się z Tym, który odnawiał Jego duchową siłę. Podobne przestrzenie komunii są konieczne także dla nas.

Więcej na :  http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,688,zwolnij-i-otworz-sie-na-boga.html

Friday, June 29, 2012

Umiejętność rozeznawania duchowego

Przyjmując zatem, że w szerszej perspektywie wolę Bożą wyznaczają wiara, nadzieja i miłość, a szczegóły musimy dopracować wspólnie z Bogiem, bardzo przydatna staje się umiejętność rozeznawania duchowego. Poniżej w dwunastu punktach przedstawiam własne, współczesne ujęcie ponadczasowej mądrości Ignacego Loyoli, które jest rezultatem lektury fragmentów dotyczących rozeznawania duchów w Ćwiczeniach duchownych, listach i innych pismach świętego.
1. Ufajmy sprawom codziennym, zwykłym, powszechnym. Żyjmy chwilą obecną. Zdarza się, że ludzie żyją nieuleczoną przeszłością lub nieznaną przyszłością, chociaż Boga mogą odnaleźć blisko siebie, tu i teraz. Dobry duch nakłania nas, abyśmy postrzegali codzienne sprawy takimi, jakie one są, a nie takimi, jakie chcielibyśmy je widzieć, i abyśmy rozeznawali w nich obecność Boga. Często szukamy Go w rzeczach spektakularnych i niezwykłych, a tymczasem On daje się odnaleźć w chwilach pospolitych i spokojnych; przychodzi do nas, kiedy jesteśmy ubodzy, nadzy, w więzieniu, głodni i spragnieni. Wystrzegajmy się fałszywego pocieszenia. "Dobre może być wrogiem lepszego". Jesteśmy atakowani w najczulsze miejsca, a jednocześnie wabią nas współczesne używki (narkotyki, alkohol, seks, praca, hazard, technika, konsumpcja), które nigdy nie usuwają bólu istnienia, a jedynie na pewien czas ukrywają jego efekty.
2. Nie podejmujmy decyzji, kiedy jesteśmy przygnębieni. Poczekajmy, aż kryzys minie. Czasami najgorszych wyborów dokonujemy, kiedy znajdujemy się pod presją. Zawsze lepiej przeczekać najgorsze, aby potem, w bardziej sprzyjających warunkach, rozważyć wszystkie opcje.
3. Bądźmy nieufni wobec spraw "pilnych". Czasami trzeba szybko podjąć ważną decyzję. Jeżeli uda nam się zyskać choć odrobinę czasu, zawsze łatwiej nam będzie opracować najlepszy plan działania. Dobry duch pomaga zachować odpowiedni dystans i ustalić priorytety. Szczególną czujność powinniśmy wykazać w sytuacjach, kiedy podejmujemy życiową decyzję sprzeczną z innymi, równie ważnymi wyborami, których dokonaliśmy w okresie pocieszenia i spokoju.
4. Zachowujmy pokorę, która pozwoli nam korzystać z mądrych rad. Ludzie nie mają być samotnymi "skałami i wyspami". Mądrość krewnych, zaufanych przyjaciół, Kościoła, a czasami profesjonalistów jest nam potrzebna, ponieważ pomaga ze świadomym sumieniem podejmować najlepsze decyzje przed Bogiem. Pamiętajmy, że w słowie "posłuszeństwo" zawiera się odniesienie do "słuchania". Jeżeli chcemy być posłuszni Bogu sprawującemu władzę w naszym świecie i w naszym życiu, musimy nauczyć się, jak być dobrymi słuchaczami, ponieważ wierzymy, że Bóg nas słucha i wysłuchuje.
5. Dobry i zły duch zawsze działają zgodnie z pewnymi schematami. Czasami wydaje się nam, że "coś się wzięło z niczego". I czasami rzeczywiście tak jest, ale w większości przypadków dobre i złe rzeczy, które przydarzają się człowiekowi, mają własną historię i kontekst. Musimy ćwiczyć się w rozpoznawaniu znaków zarówno jednego, jak i drugiego. Musimy doskonalić się w dobrych sprawach i rozpoznawać puste obietnice złego ducha, który prowadzi nas w ślepy zaułek. Codzienny rachunek sumienia pomaga dostrzegać schemat działania Ducha Świętego.
6. Jedno z najlepszych podsumowań zasad działania dobrego i złego ducha zawarte jest w książce australijskiego jezuity Patricka O'Sullivana, Prayer and Relationship: Staying Connected. An Ignatian Perspective [Modlitwa a relacje: Pozostając w kontakcie. Perspektywa ignacjańska]. Autor podaje opisy cech dobrego i złego ducha:
 Znaki działania złego ducha  Znaki działania dobrego ducha
Utrata poczucia własnej wartości. Jesteśmy przygnębieni i myślimy (a nawet mówimy) o sobie rzeczy, których nigdy nie powiedzielibyśmy o innych.
Czujemy, jaka jest nasza prawdziwa wartość, wraca pewność siebie.
 Nadzieja umiera, jej światło gaśnie. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w pułapce; że nie mamy dokąd pójść; że kręcimy się w kółko, lub że wpadliśmy do głębokiego, ciemnego dołu.  Nadzieja ożywa, wierzymy, że Jezus jest przy nas bez względu na wszystko. Pojawia się autentyczne wrażenie ruchu. "Nie musi tak być. Chcę i mogę coś z tym zrobić". Spada z nas jakiś ciężar, czujemy
 Pojawia się uporczywe uczucie przygniatającego ciężaru, mamy wrażenie, że coś nas przytłacza. Popadamy w cynizm (w nikim nie widzimy nic dobrego) lub użalamy się nad sobą.  Spada z nas jakiś ciężar, czujemy się lżejsi, wyzwoleni. Okazujemy więcej współczucia i wrażliwości na potrzeby innych.
 Nieustanne pytania i wątpliwości wywołują niepokój i prowadzą do zamętu. Bez przerwy rozmyślamy nad pojedynczymi zdarzeniami lub poświęcamy całą uwagę na rozwiązanie jednego problemu, a ostatecznie rozdrabniamy się i mamy znacznie mniej energii, niż kiedy zaczynaliśmy.  Pytania, którym towarzyszy poczucie jasności i brak wątpliwości. Powierzamy troski Jezusowi, a uwagę skupiamy nie tyle na naszej sprawie, co na relacji z Nim.
 Łatwo dajemy się wplątać w negatywne interakcje z innymi, które przekształcają się we wzajemne obwinianie i znajdują wyraz w postawie "ja mam rację, ty się mylisz". "Część ludzi nosi w sercach zwłoki dawnych związków, są oni uzależnieni od zranień, które mają potwierdzać ich tożsamość".  Koniecznie trzeba założyć, że każdy dobry chrześcijanin skłonny jest raczej pozytywnie interpretować twierdzenia innych ludzi niż potępiać je jako fałsz. (Nikt nie ma monopolu na prawdę). Odrywamy się od własnych zranień i jesteśmy w stanie się modlić. "Jezu, naucz mnie być takim, jakim chcesz mnie widzieć".
Kiedy myślimy o własnych grzechach i wadach, mamy o sobie złe mniemanie i trwamy w tym przekonaniu. Świadomości grzechu zawsze towarzyszy nadzieja, która pozwala odnowić relację z Jezusem i innymi ludźmi.


Patrick O'Sullivan podsumowuje: "Metoda działania złego ducha polega na odciąganiu człowieka od związków z innymi ludźmi; metoda działania dobrego ducha polega na pogłębianiu tych związków. To, na czym koncentrujemy uwagę, nadaje barwę wszystkim obszarom życia. Jeżeli skupiamy się głównie na rzeczach negatywnych, negatywne nastawienie zyskuje na sile. Jeżeli natomiast koncentrujemy się na »łasce« (która jest życiodajna), jej działanie będzie coraz silniejsze".
Wróćmy do współczesnego ujęcia mądrości Ignacego:
7. Dobra czy też lepsza decyzja, to tylko kolejna decyzja w życiu. Zły duch zawsze będzie nas przekonywał, że znajdujemy się w pułapce, z której nie ma wyjścia. Zawsze też będzie chciał osłabić naszą pamięć, abyśmy nieustannie powtarzali destrukcyjne zachowania, które przecież nigdy nie pomagają, a jedynie prowadzą do wyobcowania i utrudniają rozwiązanie każdego problemu. Pomocne może okazać się prowadzenie dziennika, w którym z odwagą i miłosierdziem dokonujemy oceny własnego życia i powtarzających się w nim schematów. Kiedy rozeznanie ma dotyczyć istotniejszych decyzji, możemy na marginesie sporządzić listę poruszeń przemawiających za rozwiązaniem A i poruszeń przemawiających za rozwiązaniem B oraz listę poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu A i poruszeń przemawiających przeciw rozwiązaniu B. Nie chodzi jednak o to, aby sprawdzać, która lista jest dłuższa, lecz o to, aby zwrócić uwagę, do czego skłaniają się nasze serce i głowa.
8. Dobry duch jednoczy i wyzwala. Uczy, jak ujawniać to, co skrywane w ciemności. Zły duch dzieli, izoluje i zamyka nas w naszym strachu. Kiedy jesteśmy szczerzy wobec ludzi, których kochamy i którym ufamy, możemy być pewni, że działa w nas dobry duch. Nigdy nie zrobiliśmy, nie robimy ani nie zrobimy nic, co mogłoby sprawić, że Bóg przestanie nas kochać. Nie ma takiej rzeczy, której Bóg nie mógłby wybaczyć czy uzdrowić. Najpierw jednak musimy przyznać się do tego, kim jesteśmy i co zrobiliśmy. A potem wszystko jest możliwe.
9. Duch Święty zawsze jest obecny tam, gdzie zbiera się wspólnota wierzących w Boga. We wspólnocie odkrywamy, że nie my jedni musieliśmy dokonywać danego wyboru i nie my pierwsi stajemy przed podobnym problemem.
10. Głowa musi prowadzić dialog z sercem - potrzebujemy ich obu. Ludzie wierzący uważają czasami, że wiara to wyłącznie sprawa mózgu. W teologii istnieje oczywiście szanowana tradycja intelektualna, a jasność myślenia jest bardzo ważna, ale rozum musi utrzymywać kontakt z uczuciami i instynktami. Kiedy serce i głowa działają wspólnie, istnieje większa szansa, że zaangażujemy pełnię sił tam, gdzie możemy zrobić najwięcej dobrego dla największej liczby ludzi. Głowę możemy mieć pełną marzeń, także tych dobrych. W sercu przechowujmy pragnienia. Które przetrwają? Które po pewnym czasie stracą urok? Jakie są nasze najgłębsze pragnienia?
Testem ich autentyczności mogą być miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 22). Jeżeli obecne są te znaki, można przypuszczać, że mamy do czynienia z działaniem Ducha Świętego.
11. Żadne dzieło przyczyniające się do nadejścia królestwa Bożego nie jest za małe, nieistotne czy pozbawione następstw. Czasami możemy ulec złudzeniu, że nasze stosunkowo niewielkie, codzienne przejawy uprzejmości nie mają większego znaczenia w ogólnym duchowym wymiarze. To nieprawda. Gdyby zdarzały się dni, w których byłoby więcej złych uczynków niż dobrych, na tym świecie nie dałoby się żyć. Proste i bezinteresowne przejawy dobroci mogą przejść niezauważone, ale to one zmieniają świat, ponieważ dzięki nim miłość Chrystusa wchodzi w naszą codzienność.
12. Wierność jest jednym z najwspanialszych darów Ducha Świętego. Dochowywanie wierności, kiedy trzeba stawić czoło przeciwnościom i kiedy ma się do wyboru inne alternatywy, jest heroicznym aktem miłości. To powiedziawszy, musimy podkreślić, że Pismo święte nakazuje nam "umrzeć dla siebie", a nie "zabić siebie". Nie jest, na przykład, wolą Boga, aby ktoś pozostawał w związku, w którym panuje przemoc fizyczna, emocjonalna i duchowa. Święty Ignacy zachęca, aby wyobrazić sobie, że w sprawie, którą rozeznajemy, udzielamy rady najlepszemu przyjacielowi. Co byśmy mu poradzili? Można też wyobrazić sobie, że leżymy na łożu śmierci i w myślach ponownie przyglądamy się własnemu życiu. Jakie życiowe wybory chcielibyśmy wspominać w takiej chwili? Należy mieć nadzieję, że byłyby to wybory pełne miłości, wiary i nadziei.

Wednesday, June 27, 2012

Medytacja04>Słowo Boże

Lecz wszystko to, tak kiedyś cenne dla mnie, teraz, ze względu na Chrystusa, zapisuję na straty. (8) Zresztą wszystko inne również – w porównaniu z wartością, jaką przedstawia dla mnie możność poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego – uważam za stratę. Dla Chrystusa wyzbyłem się [dobrowolnie] wszystkiego i wszystko przedstawia dla mnie wartość nie większą niż zwykłe śmieci. Cenię sobie jedynie to, bym mógł pozyskać Chrystusa (9) i zjednoczyć się z Nim całkowicie. I wcale już nie twierdzę, że sam dostąpiłem usprawiedliwienia [wskutek dokonania pewnych uczynków nakazanych] przez Prawo, lecz jestem przekonany, że sprawiedliwość, jaką posiadam, otrzymałem od Boga dzięki wierze w Chrystusa; sprawiedliwości takiej udziela Bóg każdemu, kto wierzy. (10) Tak więc pragnę usilnie poznać Chrystusa, [by zrozumieć] moc Jego zmartwychwstania, mieć udział w Jego cierpieniach, stać się podobnym do Niego przez uczestniczenie w Jego śmierci i (11) mieć nadzieję powrotu z martwych do życia. (12) Wcale nie twierdzę, że już osiągnąłem przedmiot moich pragnień i że już jestem doskonały, lecz nie przestaję zdążać naprzód, bym mógł pochwycić wreszcie to, do czego zmierzam, bo sam już zostałem pochwycony przez Jezusa Chrystusa. (13) Nie, bracia, wcale nie myślę, że ja osobiście już osiągnąłem cel [mojego życia]. Staram się bardzo usilnie o jedno: nie myśląc już o tym, co ze mną, skupiam całą uwagę na tym, co przede mną, i (14) zdążam wytrwale naprzód ku wyznaczonej mecie, po nagrodę, którą według obietnicy Boga mamy otrzymać na wysokościach przez Jezusa Chrystusa.

Medytacja04> Widzenie postaci Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus


4. Widzenie postaci Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus

            "Przeszłe jego myśli próżne pogrążyły się w zapomnieniu wobec tych świętych pragnień, które żywił, a które potwierdziło w nim następujące widzenie. Pewnej nocy, gdy nie spał, ujrzał obraz naszej Pani ze świętym Dzieciątkiem Jezus. Widzenie to napełniło go na dłuższy czas nadzwyczajną pociechą i tak wielkim wstrętem do całego życia przeszłego, a szczególnie do grzechów cielesnych, iż zdawało mu się, że wymazane zostały z jego duszy wszystkie te obrazy i wyobrażenia, które aż do tej pory były w niej wyryte. I tak od tamtej chwili aż do sierpnia 1553 roku, kiedy rzeczy te są notowane, nigdy nie dał najmniejszego przyzwolenia na pokusy cielesne.
Brat jego, a także i wszyscy domownicy zauważyli po jego zewnętrznym sposobie życia zmianę, jaka dokonała się w jego duszy" (Autob. 10).
            Przyjaźń Ignacego z Jezusem umacnia się. Jedyną odpowiedzią na miłość jest miłość. Jezus staje się najlepszym przyjacielem, a od dobrego "towarzysza" domaga się poznania swojej Matki - Maryi. Otrzymany niespodziewanie dar widzenia jest wielkim pocieszeniem dla Ignacego, powoduje wzrost jego wiary, nadziei i miłości. Utwierdza ono jego dobre pragnienia i powoduje w nim widzialną zmianę. Również domownicy potwierdzają tę zmianę. To jest inny człowiek. Każdy chrześcijanin, aby nie czuć się osieroconym w swoim zaangażowaniu życiowym ma swoją Matkę, Matkę Jezusa."
            Ignacy od tego momentu, będzie zbliżał się do serca Chrystusowego, w przyjaźni i intymności z Nim, przez pośrednictwo Maryi, Matki Chrystusa, przede wszystkim w momentach ważnych swojego życia; np. w momencie nawrócenia Ignacy powie: "Proś Maryję, aby wyjednała u Syna swego łaskę dotyczącą trzech rzeczy:
Po pierwsze, abym miał wewnętrzne odczucie i poznanie swoich grzechów i odczuł wstręt do nich.
Po drugie, abym odczuł nieład swych czynów, a brzydząc się nim poprawił się i uporządkował.
Po trzecie, prosić o poznanie świata, abym czując doń wstręt odrzucił od siebie rzeczy światowe i próżne" (C.D. 63).
            Ignacy prosi jeszcze Maryję. "Żeby mi uzyskała u Syna i Pana swego łaskę, aby mnie przyjął pod swój sztandar, sztandar Krzyża." (C.D. 147).

Pytania dotyczące twojego życia
1. Czy twoi przyjaciele zauważają, że twoje życie zmienia się? Czy poprzez swoje postępowanie prowokujesz ich do zajęcia stanowiska przynajmniej w jednej sprawie?
2. Czy czynisz postępy, przez pośrednictwo Maryi w obrzydzeniu grzechu, pragnieniu oddalenia się od siebie spraw światowych i próżnych? I czy pragniesz  szczerego i dobrowolnego zreformowania i uporządkowania twojego życia zgodnie z planem Bożym?
3. Czy doszedłeś do ofiarowania siebie i pragnienia, by cię przyjęto pod sztandar Chrystusa?

Memento

            "Kto chciałby naśladować Panią naszą w posługiwaniu się swymi zmysłami, niech Jej się poleci w modlitwie przygotowawczej, aby mu wyjednała u swego Syna i Pana łaskę do tego potrzebną" (C.D. 248).

Słowo Boże do medytacji - Flp 3,7-14